Dom przyjazny dla dzieci


Dzieci mają inne potrzeby niż dorośli. Pomyślmy o nich, budując dom, a będziemy mieszkali długo i szczęśliwie. 
 . Nikt tak nie doceni domu jak dzieci. Wystarczy na nie popatrzeć, żeby się upewnić, że warto budować. To najwdzięczniejsi mieszkańcy. Budując dom, tworzymy przestrzeń, która na zawsze pozostanie ich gniazdem. Bez względu na to, jak długo w nim pozostaną, przez całe życie będą niosły wyobrażenie domu na wzór tego, który stworzyliśmy dla nich.
Mamy szansę ofiarować im nie tylko miejsce, w którym zawsze będą mogły mieszkać, ale także szczęśliwe dzieciństwo w bezpiecznym, własnym świecie. A skoro tak, to decydując się na budowę domu, planując go i zastanawiając się, jaki będzie, nie zapominajmy o szczególnych potrzebach najmłodszych i przyszłych mieszkańców.
Bo dom, w którym dzieciom jest dobrze, to dom szczęśliwy. Nie chce się go opuszczać i wraca się do niego jak na skrzydłach.


Nawet mały ogródek może być miejscem szalonych zabaw.

Ganek lub zadaszony taras przy domu to miejsce szczególnie przyjazne dla dzieci.

Ogród tak ważny jak dom

Dzieci chętnie się bawią wokół domu. Zwykle mają więcej okazji i czasu niż dorośli, aby przebywać w ogrodzie. Najpierw jako niemowlęta, które śpią w wózkach na świeżym powietrzu, później jako maluchy z charakterystyczną dla nich potrzebą odkrywania świata, ruchu i zabawy. Trzeba im to zapewnić, aby były zdrowe i zadowolone. Potem przychodzi czas wspinania się na drzewa, gry w piłkę i biegania z psem. Nawet nieduża działka może dostarczyć dziecku mnóstwa atrakcji i być bezpiecznym terenem nieustannej zabawy. Zaplanujmy na niej zawczasu miejsce na piaskownicę, huśtawkę, sznurową drabinkę albo ścianę do gry w koszykówkę. Zabawom na świeżym powietrzu szczególnie sprzyja zadaszona przestrzeń przed domem – ganek czy osłonięty taras.
Nie wystarczy jednak dobrze zagospodarować teren wokół domu, żeby dzieci mogły z niego do woli korzystać. Ważne jest też wygodne i łatwe wyjście z domu. Bez wysokich schodów, niebezpiecznych krawędzi, śliskich nawierzchni. Dotyczy to zarówno głównego wejścia do domu, jak i wyjścia na taras. Wystawienie wózka do ogrodu powinno być prostą, niesprawiającą żadnych kłopotów czynnością. Przy wejściu do domu powinna się znaleźć obszerna garderoba czy szatnia. Potrzebny jest schowek na rowerek, rolki, piłki, zabawki. Niech naturalna potrzeba ruchu kilkulatka, który wiele razy dziennie wypada z domu, biegnąc do piaskownicy albo do kolegi z sąsiedztwa, nie trafia na przeszkodę w postaci niebezpiecznych schodków lub braku ścieżki wokół domu, a zabawy niech nie psuje mu to, że sprzęt sportowy trudno wydobyć z zamkniętego garażu.

Błotnisty szlak

Domena dzieci, jak pouczał wybitny architekt i teoretyk Christopher Alexander, nie sprowadza się do dziecinnego pokoju. To „szeroki, błotnisty, pokryty zabawkami szlak”, który ciągnie się przez cały dom i wychodzi na zewnątrz, w stronę trawnika, piaskownicy, podwórka. Mądry architekt ostrzega: wszystko, co znajduje się na drodze, zostanie przez tę przestrzeń wchłonięte. Strzeżcie się, wypolerowane posadzki, szklane drzwi, cenne meble! Nikt dorosły nie zazna spokoju, jeśli będzie go szukał na tym ruchliwym szlaku.
Jakie praktyczne wnioski można stąd wyciągnąć? Uchrońmy choćby fragment domu, aby był oazą dorosłych. Jeżeli zastanawiamy się, którą sypialnię przeznaczyć dla dzieci, a którą dla rodziców, to raczej rodziców powinna być na uboczu. Rozsądnie byłoby też nie oddawać całej przestrzeni dziennej w absolutne władanie małych domowników, lecz zadbać o azyl w postaci mniej dla nich atrakcyjnego aneksu lub gabinetu. Najważniejszy warunek, aby się to udało: jedyne wyjście do ogrodu nie może prowadzić przez salon. Jeśli na taras będzie można wychodzić z holu, „błotnisty szlak” ominie salon. A podłogę holu łatwiej czyścić z piasku niż parkiet salonu.
W parterowym domu można tak zorganizować przestrzeń, żeby dzieci miały własne wyjście do ogrodu, a nawet „swoją” część działki, gdzie bawiłyby się najchętniej.
Urządzając teren wokół domu, pamiętajmy: niech boisko do gry w kosza lub piaskownica znajdą się w takim miejscu, aby najkrótsza droga do nich nie prowadziła przez grządki róż.




Budujący rodzice powinni przyjąć zasadę: nie ma domu bez ogrodu, a ogrodu bez domku na drzewie.

Piaskownica przed domem sprawi im przyjemność, a dodatkowo ułatwi życie mamie.

Bądźmy przygotowani na to, że dzieci bedą korzystać z domu inaczej niż my.

Królestwo magiczne

Dzieci są pełne pomysłów. Mają twórczy stosunek do otoczenia: adaptują je do swoich zabaw, ożywiają wyobraźnią. Wystarczy im na to pozwolić, a będą zachwycone. Możemy im też pomóc, świetnie się przy tym bawiąc, bo przecież każdy ma w sobie coś z dziecka. Przestrzeń dzieci na pewno wzbogaci antresola. Skosy poddasza, zakamarki pod schodami... w domu jest wiele miejsc, które mogą im lepiej służyć niż osobny pokój przeznaczony do zabawy. Im mniej określona jest przestrzeń, tym lepiej zagospodaruje ją dziecięca wyobraźnia. Oddajmy dzieciom schowek, stryszek nad garażem, pokoik z szafą pełną cudów. Także najzwyklejszy pokój dziecinny może nabrać niezwykłego charakteru, jeśli miejsce do spania znajdzie się we wnęce albo okno będzie miało niski, szeroki parapet. Najlepsze pomysły mają same dzieci. Widziałam prawdziwe okno z okiennicami w ścianie dzielącej pokoje sióstr, sekretne przejścia między sypialniami, rurę do zjeżdżania z piętra na parter i teatr zbudowany na podeście schodów.
Oczywiście do magicznego królestwa dzieci należy także ogród. Pamiętajmy więc o ławeczce pod drzewem, miejscu na hamak, o altance. Kto tylko może, niech buduje domek na drzewie. Szybko, zanim dzieci dorosną.

Czterdziestu rozbójników

Dzieci będą chciały przyprowadzać kolegów, urządzać przyjęcia dla przyjaciół, mieć własnych gości. W pewnym wieku to staje się niezwykle ważne. Tak bardzo, że samopoczucie dzieci zależy w dużej mierze od tego, czy będą mogły to robić w sposób nieskrępowany i tak, jak im odpowiada. Pamiętając o tym, zadbajmy zawczasu o odpowiednią przestrzeń. Czterdziestu rozbójników nie będzie chciało się bawić w salonie, a jeśli nawet, tym gorzej dla nas. Pokoje dzieci powinny być na tyle duże, aby mogły się tam odbywać zabawy z rówieśnikami. Sypialnie rodzeństwa mogą być łączone, powiększane o sąsiednie przestrzenie: taras, balkon, wspólny hol. Czasem dobrze się sprawdza duża dziecięca bawialnia obok mniejszej sypialni. Może nią być hol na poddaszu, jeśli jest odpowiednio przestronny i jasny. Zamiast instalować komputer w każdym pokoju, lepiej zrobić studio komputerowe, gdzie kilkoro dzieci może uczestniczyć w grze lub razem oglądać film. Jeśli decydujemy się urządzić osobny pokój do zabawy, pamiętajmy, że powinien się on znajdować w pobliżu sypialni dzieci, w przeciwnym wypadku nie będą z niego korzystać. Niektórzy zamożniejsi inwestorzy fundują dzieciom salę gimnastyczną. Oczywiście to świetne miejsce, ale tylko pod warunkiem że jest odpowiednio oświetlone i wentylowane. Najlepiej byłoby, gdyby z sali gimnastycznej można było wyjść do ogrodu.




Warto od razu się z tym pogodzić. Mają swoje racje.

Zakamarki, antresola, własna szafa, w której można się ukryć – przestrzeń, którą im oddamy, dzieci zamienią w prawdziwe królestwo.

Pokój nastolatka zwykle odzwierciedla jego wielką potrzebę niezależności. Wcale nie musi być ulubionym miejscem mamy.

Potrzeby się zmieniają

W odróżnieniu od nas dzieci szybko się zmieniają. Różnice między potrzebami malucha i nastolatka są ogromne. Czym innym jest przestrzeń dzienna domu, kiedy dzieci są małe, inaczej zaś funkcjonuje, kiedy dorastają. Przez pierwszych kilka lat najważniejsze bezpieczeństwo i stały kontakt z malcem. Wtedy o wygodzie przebywania w pokoju dziennym decyduje bliskość kuchni i łazienki. W tym okresie życia oczywiste jest też, że sypialnia dzieci musi być blisko rodziców. To czas, kiedy granice między przestrzenią rodziców i dzieci nie są określone, jedni wchodzą na głowę drugim ku obopólnej radości. Wydaje się, że w domu wystarczy jedna łazienka, bo maluchy wchodzą razem do wanny i kąpie je mama. Mali i duzi chodzą spać w innym czasie, więc nie ma żadnych konfliktów.
Wkrótce jednak w dziecku rodzi się potrzeba niezależności i określenia swojego miejsca. Własny pokój staje się dla niego niezwykle ważny. Sposób urządzenia, meble, kolory – wszystko, co się tam znajdzie, będzie traktowane jako wyraz osobowości właściciela. Nie powinno nas zdziwić, jeśli wpadnie on na pomysł, żeby zawiesić w oknach czarne zasłony albo pomalować ściany w żółto-czerwono-zielone pasy.
Nastolatek żyje w swoim rytmie. Chce wszystko robić w innym czasie – kiedy rodzice marzą o chwili spokoju, on zaprasza kolegów albo głośno słucha muzyki, kiedy dorośli szykują się do spania, on – o zgrozo – odrabia lekcje. Rodzicom z kolei może przyjść do głowy, że najwyższy czas, aby ich duże dzieci same prały swoje ubrania i układały je w szafach. Pojawia się wówczas zagadnienie oddzielenia łazienek i sypialni dorosłych od sypialni dorastających dzieci. Wtedy okazuje się, że rację mieli przewidujący rodzice, którzy zdecydowali się od razu urządzić osobną łazienkę dla dzieci.

Dom, w którym dobrze się rośnie

Jaki dom wytrzyma taki scenariusz? Na pewno warto się zdecydować na projekt, który pozwala na zmiany sposobu użytkowania przestrzeni. Popatrzmy krytycznie na układ pomieszczeń, zastanówmy się, czy będą wygodne, jeżeli zmienią przeznaczenie.
W domu parterowym najważniejszy jest podział na strefy – prywatną i ogólną. W pewnym momencie zechcemy dodatkowo oddzielić część rodziców i dzieci. Będzie to możliwe, jeśli w strefie dziennej jest gabinet – może się kiedyś stać sypialnią rodziców. Drugi kierunek to dwie łazienki.
Także w domu dwukondygnacyjnym ważna jest łazienka na parterze. Dzięki niej osoba opiekująca się maluchem w ciągu dnia nie będzie musiała wchodzić po schodach za każdym razem, kiedy trzeba go umyć. Dodatkowy pokój na parterze bardzo się przyda. Malutkie dziecko może w nim spać w ciągu dnia, niedaleko pracującej obok mamy. Po latach rodzice mogą przenieść się ze spaniem na parter, oddając poddasze dzieciom. Można też oddać pokój na parterze starszemu, pragnącemu niezależności dziecku, a spać na poddaszu razem z młodszymi. Dobrze jest, jeżeli sypialnie na poddaszu dają się dzielić. Małe dzieci lubią mieszkać w jednym pokoju, później każde powinno mieć własny.
Zmieniającym się potrzebom rodziny z dziećmi odpowiada także dom z poddaszem do późniejszego zagospodarowania. Przez pierwsze lata wszyscy mieszkają na parterze, a zagospodarowanie poddasza lub wy-kończenie piętra zostawiają na czas, kiedy dzieciom trzeba będzie oddać dodatkową przestrzeń. Dom rozbudowuje się w miarę, jak rosną potrzeby.





Ogród Pippi, choć niepielęgnowany, był doprawdy zachwycający. Znajdowały się tam wspaniałe trawniki, których nigdy nie koszono, i stare krzewy różane pełne białych, żółtych i różowych róż, które mimo że nie wyglądały zbyt pięknie, cudnie pachniały. Rosło w nim też sporo drzew owocowych i – co było najlepsze ze wszystkiego – kilka starych dębów i wiązów, na które można się było doskonale wspinać.
(A. Lindgren, „Przygody Pippi Pończoszanki”)

(...) przez rozpadającą się niemal furtkę weszli do ogrodu Willi Śmiesznotki i ruszyli wysypaną żwirem ścieżką, wzdłuż której stały stare, mchem obrosłe drzewa. Pippi powiedziała, że świetnie można się na nie wspinać. Weszli na werandę willi. Stał tam koń, jedząc owies z porcelanowej wazy.
– Dlaczego na miłość boską trzymasz konia na werandzie? – zdumiał sięTommy. Wszystkie konie, jakie znał, mieszkały w stajniach.
– Jak by ci to powiedzieć? – odparła Pippi z namysłem. – W kuchni tylko by przeszkadzał. A w salonie nie czuje się dobrze.
(A. Lindgren, „Przygody Pippi Pończoszanki”)

Dom Weasleyów pełen był niespodzianek i dziwności. Harry doznał wstrząsu, kiedy spojrzał w lustro nad kominkiem w kuchni, a ono wrzasnęło: „Koszula ci wystaje ze spodni, łazęgo!”. Ghul na strychu wył i bębnił w rury, kiedy tylko wydawało mu się, że w domu jest za spokojnie, a odgłosy małych eksplozji dobiegające z sypialni Freda i George’a uważane były za coś zupełnie normalnego.
(J.K. Rowling, „Harry Potter i Komnata Tajemnic”)

A teraz powyobrażam sobie jakieś ładne umeblowanie do pokoju, ale takie, które pozostanie tu na zawsze w mojej wyobraźni: podłoga jest pokryta białym, pluszowym dywanem w deseń z róż. W oknie wiszą różowe, jedwabne zasłony. Ściany wyłożone są brokatową boazerią ze złoto-srebrnymi nitkami. Meble są z mahoniu. Co prawda nigdy nie widziałam żadnego mebla mahoniowego, ale ta nazwa brzmi po prostu luksusowo. A tu stoi kanapka pokryta stosem wspaniałych, jedwabnych poduszek w kolorach różu, błękitu i złota.
(L.M. Montgomery, „Ania z Zielonego Wzgórza”)

Hip hip hurra! – krzyknął na wiwat zwierzaczek i wszyscy zbiegli pędem w dolinę, żeby podziwiać dom. Zwierzaczek wdrapał się nawet na dach i tam jeszcze głośniej wiwatował, bo na szczycie komina wisiał naszyjnik z dużych, prawdziwych pereł, który zaczepił się podczas powodzi.
– Teraz jesteśmy bogaci – wrzeszczał zwierzaczek. – Możemy kupić samochód i jeszcze większy dom!
– Nie – odezwała się Mama Muminka. – Ten dom jest najpiękniejszy ze wszystkich, nie moglibyśmy mieć piękniejszego. Wzięła Muminka za łapkę i weszła do niebieskiego pokoju. I mieszkali potem w tej dolinie przez całe życie, nie licząc kilku wyjazdów potrzebnych im dla odmiany.
(T. Jansson „Małe Trolle i duża powódź”)

Popularne posty z tego bloga

Drewniany balkon

Niemcy. Własny dom w Unii

Jak zrobić .Czapka kominowa.