Domy na czarnej dziurze


Najpierw pozwolono zbudować setki domów, a teraz być może ich właściciele staną przed wyborem: albo Polska zostanie bez prądu, albo zburzymy wasze domy... 

Tysiące ludzi w życiowym impasie i w strachu. 200 m pod ich domami zalegają bogate złoża węgla brunatnego. Lobby górniczo-energetyczne przekonuje rząd, że trzeba budować nowe zagłębie – odkrywkową kopalnię węgla i elektrownię. Profesor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie Zbigniew Kasztelewicz mówi wprost: – Polska nie ma wyboru. Albo będzie kopalnia, albo nie będzie prądu w domach. Dla mieszkańców terenów leżących na węglu takie zdanie brzmi jak wyrok.

Nowe domy na złożu
Gra toczy się o nieeksploatowane pokłady węgla między Legnicą a Lubinem – w gminach Legnica, Lubin, Chojnów, Kunice, Miłkowice, Ruja, Prochowice i Ścinawa. Pod ziemią może być 15 mld ton węgla, a może nawet dwa razy więcej. To największe złoże w Europie, jedno z największych na świecie. Do tego wysokiej klasy węgiel – o 20% bardziej energetyczny niż ten wydobywany w Bełchatowie. Lobby działa jako Komitet Sterujący im. prof. Adama Stefana Trembec-kiego dla przygotowania zagospodarowania Legnickiego Zagłębia Górniczo - Energetycznego Węgla Brunatnego. W skład komitetu wchodzą autorytety z dziedziny górnictwa i energetyki. Komitet Sterujący przekonuje, że złoże jest zbyt cenne, by zostawić je w imię spokoju ludzi, którzy mieszkają albo budują się na tym terenie. – Trzeba by wysiedlić 350 gospodarstw – mówi prof. Zbigniew Kasztelewicz, sekretarz komitetu. – To niewiele w obliczu zysków i bezpieczeństwa energetycznego kraju. – Tu są tysiące ludzi, setki domów–kontrargumentuje Marek Bojanowski, prezes lokalnego Stowarzyszenia Wiejskiego, które szacuje, że w strefie kopalni mieszka lub buduje się nawet 15 tys. ludzi, z tego 5 tys. na terenie gminy Lubin. Wystarczy pojechać pod Lubin, by zobaczyć, że skala wywłaszczeń byłaby ogromna, bez precedensu w historii. Tyle tam domów. Tereny na złożu to sypialnia dla Lubina, a to miasto jest szczególne – miedziowe państwo w państwie. W Lubinie ma swoją siedzibę Kombinat Górniczo-Hutniczy Miedzi – gigant, który daje pracę 45 tys. ludzi z tego regioniu. Zarobki są wysokie, średnia (18 tys. zatrudnionych) to 6,5 tys. zł brutto. Nic dziwnego, że w mieście aż się roi od salonów producentów aut, są oddziały banków, liczne hipermarkety, działa też największa w regionie giełda samochodowa. Najbardziej okazały dowód zamożności Lubina dopiero się buduje – wielkie centrum handlowe Cuprum Arena, rozmachem nie-ustępujące warszawskiej Arkadii czy poznańskiemu Staremu Browarowi. Po 1989 roku Lubin zaczął się przenosić na południe, w kierunku­ Legnicy – zabudowując domami jednorodzinnymi tereny, które kryją w sobie pokłady węgla. Gdyby doszło do budowy kopalni, w czarnej dziurze zniknęłyby nie tylko domy, ale też zakłady pracy, hotel, dwie drogi krajowe, w tym jedna ekspresowa, chronione obszary przyrody i dwie rzeki. 


Pytania i nadzieja
Kopalni jeszcze nie ma, decyzji też nie, ale wieść o możliwej katastrofie wstrzymała ruch inwestycyjny na zagrożonym terenie. Od początku roku zaczęły spadać ceny nieruchomości. Za 100 m² płacono 15 tys. zł, teraz poniżej 10 tys. Częste są zwroty zaliczek na działkę po umowie przedwstępnej. Ludzie wstrzymują się z budową. Pobrali kredyty i są teraz w zawieszeniu – budować dalej czy nie? To są wymierne straty, bo nie tylko prywatni inwestorzy, ale i deweloperzy budują tam domy na sprzedaż. Niepewność nie służy interesom. –Dowiedzieliśmy się o tych planach w styczniu – mówi Jarosław Kościelny, jeden z inwestorów budujących dom na południe od Lubina. – Byliśmy wściekli i bezradni. Czas dalej prowadzić budowę, a nie ma motywacji – po co, jeśli wkrótce każą zburzyć? – Nie chciałem wierzyć, że coś takiego może się zdarzyć. Mam pozwolenie, buduję legalnie i nagle­ taki dylemat – opowiada Ireneusz Pawlik, który w tym roku kończy budowę i przeprowadza się z Legnicy do własnego domu pod Lubinem. Najpierw czuli się bezradni, później zaczęli się organizować. Skrzynką kontaktową stało się Forum MURATORA – dziesiątki osób zarejestrowały się tu, by wymieniać swoje poglądy i obawy. Głosy mieszkańców zagrożonego terenu zaczęło reprezentować lokalne Stowarzyszenie Wiejskie – Dialog, Rozwój, Ekologia z siedzibą w Pieszkowie. Jego prezes Marek Bojanowski tłumaczy strategię: – Musimy protestować przed decyzją rządu. Pod Koninem, gdzie robi się nową odkrywkę, władze odpowiadają na lokalne protesty: – Dlaczego teraz, a nie przed decyzją? Stowarzyszenie zebrało ponad tysiąc podpisów mieszkańców i inwestorów, którzy nie chcą pod Lubinem kopalni węgla. Zorganizowało pielgrzymkę do Częstochowy w intencji niepowstania kopalni. Wysyła listy do rządu: „Stanowczo protestujemy­ przeciwko bezdusznemu i przedmiotowemu traktowaniu człowieka, podporządkowanemu wyłącznie prawom ekonomii i polityki”. Zaniepokojeni burmistrzowie, prezydenci, wójtowie i starostowie regionu Legnica – Lubin – Ścinawa spotkali się na konferencji 26 lutego 2008 roku. Ta sama konstatacja – nie ma decyzji, jest zagrożenie. I oni postanowili słać pisma do rządu i swoich posłów z prośbą o zajęcie stanowiska. Doczekali się. 19 marca 2008 roku przyszła odpowiedź z Ministerstwa Gospodarki: „Głównym priorytetem obecnego Rządu jest zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju.­ Wykorzystanie węgla brunatnego przyczynia się w znacznym stopniu do utrzymania tego bezpieczeństwa (...). Rozważane jest udostępnienie nowych złóż węgla brunatnego, o ile znajdzie to uzasadnienie ekonomiczne, nie wpłynie negatywnie na środowisko i zyska akceptację społeczności lokalnych (...). Odnosząc się do złoża Legnickiego, biorąc pod uwagę protesty społeczne, potencjalną ingerencję w obszarze Natura 2000 oraz coraz wyższe koszty emisji CO2, wydaje się,­ że jego udostępnienie możliwe byłoby jedynie przy zastosowaniu najnowocześniejszych metod (na przykład przemysłowej gazyfikacji węgla za pomocą jego podziemnego wypalania) pozwalających uniknąć zastosowania odkrywkowej metody wydobywania...”. Powiało nadzieją. Kopalnia pod ziemią nie wydaje się już tak groźna. Profesor Kasztelewicz wypowiadający się w imieniu Komitetu Sterującego rozwiał te nadzieje: – Na świecie działa tylko jedna instalacja zgazowania węgla pod ziemią. W Polsce nie ma nawet instalacji doświadczalnej. A gdyby wprowadzić tę metodę, zmiany na powierzchni są i tak nieuniknione.

Najpierw trzeba oszczędzać

prof. Maciej Nowicki
minister środowiska

Odrzucam opinię lobby energetycznego,­ że zapotrzebowanie na prąd wzrośnie dwukrotnie do 2030 roku. Nie ma powodu, by tak rosło – pod warunkiem że ograniczymy­ ogromne marnotrawstwo energii w Polsce.­ Straty są w przemyśle i w gospodarstwach­ domowych. Należy też modernizować energetykę, bo urządzenia, na których pracuje, są przestarzałe i mało wydajne. Czy nastawiać się na węgiel brunatny? To najmniej efektywne paliwo­ dające największą emisję zanieczyszczeń. Pytam: czy zamiast ponosić ogromne nakłady finansowe i społeczne na robienie odkrywki o głębokości 200 m, nie lepiej przeznaczyć te pieniądze na rozwój nowoczesnych technologii wykorzystujących odnawialne źródła energii?

Nie mamy wyjścia
Zbigniew Kasztelewicz profesor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, sekretarz Komitetu Sterującego im. prof. Adama Stefana Trembeckiego dla przygotowania zagospodarowania Legnickiego Zagłębia Górniczo--Energetycznego Węgla Brunatnego

Węgiel brunatny to najtańsze paliwo energetyczne, mamy go ogromne ilości. Złoże pod Legnicą, największe w Europie, może zapewnić nam energetyczne bezpie-czeństwo na lata. Oczywiście budowa kopalni wywołuje protesty, ale wielu Polaków zmieni zdanie na ten temat, kiedy zabraknie im prądu. Musimy wreszcie zrozumieć, że prąd nie powstaje w gniazdku...Pracowałem w górnictwie. Przeprowadziłem wiele wykupów nieruchomości pod kopalnie węgla brunatnego. Mogę powiedzieć, że ludzie nie narzekali na wysokość odszkodowań. Wokół Legnicy i Lubina ta konieczność dotyczyłaby do 2045 roku około 350 domów.

Plany nie planują
Jak to się stało, że tereny między Lubinem a Legnicą przeznaczono pod budownictwo? Od 1976 roku, kiedy przy okazji poszukiwań miedzi odkryto węgiel, obowiązywał tu zakaz budowania. Nawet remontowanie czegokolwiek na tym terenie było zabronione. W połowie lat 80. zakaz uchylono gdzieś na szczeblu wojewódzkim. Polska miała odchodzić od węgla, a może stwierdzono, że nigdy nie dojdzie do odkrywki? I tak jest do dzisiaj – każdy, kto posiada działkę budowlaną, może uzyskać pozwolenie na budowę. Teren nie ma uchwalonego planu miejscowego, za to mieszkańcy złożyli ponad 1000 wniosków do studium o odrolnienie ich działek – taka jest presja na budowanie domów. – Cały czas wydajemy pozwolenia – tłumaczy Małgorzata Drygas-Majka, starosta Powiatu Lubin. – Nie mamy żadnych przepisów, które by tego zabraniały. I to właśnie trudno zrozumieć młodym inwestorom, którzy budują domy na zagrożonym terenie. Ireneusz Pawlik, Jarosław Kościelny, Konrad Czernecki, Aleksander Sobieraj, Janusz Łucki – nie potrafią zrozumieć, dlaczego plany miejscowe niczego nie planują, tylko porównują wniosek o pozwolenie na budowę ze stanem prawnym, jaki jest tu i teraz? Dlaczego rozważa się budowę kopalni,­ skoro teren wskazany pod odkrywkę jest z mocy prawa budowlany? Dlaczego nie bierze się pod uwagę losu ludzi, którzy mieszkają na złożu? – Mamy przekreślić swoje marzenia, plany, wysiłek, jaki wkładamy w budowę domu? – pyta Konrad Czarnecki. – Mamy cierpieć za innych? Starzy mieszkańcy pamiętają czasy wysiedlenia ze wschodu i przyjazd na te ziemie – drugi raz w życiu ktoś kazałby im iść w nieznane i burzył ich domy. Wystarczy, że zapadnie decyzja polityczna w Warszawie, i odwrotu nie będzie? A co dalej? Kolejne wielkie pokłady węgla znajdują się w Wielkopolsce. Poznań i Piła stoją na węglu. Gdy złoże legnickie zostanie wyczerpane, może trzeba będzie burzyć Poznań? Skala problemu prowokuje absurdalne pytania...


A więc węgiel?
Waga sprawy w argumentach. Te gospodarcze są bardzo mocne. 93% energii elektrycznej zasilają­cej polskie domy jest z węgla. Zapotrzebowanie na prąd nie maleje, przeciwnie – rośnie. Warszawa zużywa 20% prądu więcej­ niż dwa lata temu – taka jest skala­ potrzeb. Tymczasem zasoby węgla się kurczą. Eksploatowane złoża zaczną się wyczerpywać już za 15 lat. Bełchatów zacznie tracić moc po 2030 roku. Wcześniej, w 2026 roku, skończy się węgiel dla elektrowni Konin, a w 2048 roku przyjdzie czas na Turów. Z jakiego paliwa energetycznego będziemy mieć wtedy prąd? – Pod Legnicą jest kilkakrotnie więcej węgla niż we wszystkich czynnych zagłębiach wydobywczych w Polsce – stwierdził dr Jacek Kasiński z Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie na seminarium zorganizowanym w styczniu 2008 roku przez Komitet Sterujący. Za budową kopalni jest Komisja Krajowa Solidarności. Jej przedstawiciel powiedział na tej samej konferencji, że polski przemysł jest gotowy do budowy nowego zagłębia górniczo - energetycznego. Brakuje tylko decyzji... Członkowie Komitetu Sterującego przekonują, że musimy zbudować co najmniej dwa nowe zagłębia, by utrzymać wydobycie i w razie potrzeby je zwiększyć. Decyzję w tej sprawie trzeba podjąć dziś, bo potrzeba do 20 lat, by nowe zagłębie uruchomić – wtedy bę-dziemy bezpieczni. Wydarzenia w gospodarce śwatowej zdają się potwierdzać, że nadchodzą złe czasy. Energia będzie coraz droż-sza i coraz bardziej deficytowa.
Lobbyści organizują seminaria. I oni ślą listy do Warszawy. A rząd Donalda Tuska stoi przed trudnym zadaniem.­ W 2008 roku ma ustalić plan – Politykę Energetyczną Polski do 2030 roku. Jeśli postawi na węgiel brunatny, los Legnicy i Lubina może zostać przesądzony. Scenariusz? Wywłaszczenia od 2011 r. Przez kolejne 10-12 lat przygotowywanie odkrywki i budowa infrastruktury.

Interes publiczny kontra interes prywatny

Iwona Sysik, prawnik
Prawo własności podlega szczególnej ochronie zapisanej w Konstytucji, która stanowi, że własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej (art. 64). Ale własność – choć prawnie chroniona – nie jest nieograniczona. Jak stanowi Konstytucja, własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności. Ustawy ograniczające własność to przede wszystkim przepisy z zakresu planowania i zagospodarowania przestrzennego, gospodarki nieruchomościami, ochrony środowiska i ochrony zabytków.

Nie ma dowolnościNajczęściej spotykane ograniczenia wiążą się z zagospodarowaniem nieruchomości. Właściciele muszą się liczyć z tym, że nie będą mogli dowolnie wykorzystywać swoich gruntów. Jak stanowi art. 6 Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, decydują o tym ustalenia planu miejscowego (tam, gdzie taki plan obowiązuje). To dlatego przy nabywaniu nieruchomości tak ważne jest sprawdzenie planu miejscowego (jeśli został uchwalony), by ustalić, w jaki sposób można zagospodarować nieruchomość, oraz sprawdzić, czy  w sąsiedztwie nie powstaną jakieś uciążliwe obiekty – drogi, lotniska, oczyszczalnie ścieków czy zakłady przemysłowe. Jeśli w gminie nie ma planu miejscowego, można się zapoznać ze studium kierunków i uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego, które zawiera ustalenia co do zagospodarowania obszaru danej gminy. Uchwalane w przyszłości plany miejscowe muszą być zgodne z ustaleniami studium.

Gminom brak konsekwencji
Niestety, jak pokazuje praktyka, sprawdzenie planu miejscowego lub studium nie daje stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. W każdej chwili gmina może zmienić opracowanie, jeśli uzna że się zdezaktualizowały. Poza tym w wielu gminach brak jest konsekwencji, jeśli chodzi o realizację inwestycji celu publicznego. Zdarza się, że przez kilkanaście lat blokowane są w planach tereny zarezerwowane pod cele publiczne (drogi, kopalnie), które nie mogą się doczekać realizacji, a właściciele gruntów nie mogą ich w inny sposób zagospodarować. Bywa też tak, że gmina wprowadza do planu niespodziewanie nową inwestycję, która wcześniej nie była przewidziana. To oburzające, jeżeli przez lata organy administracji wydawały na tym obszarze pozwolenia budowlane, a nagle postanawia się o wyłączeniu tego terenu spod zabudowy.

Co może właścicielWłaściciel nieruchomości ma wprawdzie możliwości ochrony swoich praw, ale nie zawsze jego działania­ są skuteczne. Przykładowo może składać uwagi do projektu planu miejscowego, ale gmina nie ma obowiązku ich uwzględnić. Po uchwaleniu planu pozostaje skarżenie do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Trzeba wtedy wykazać, iż doszło do naruszenia prawa. Wniesienie skargi do sądu jest możliwe po spełnieniu warunków formalnych określonych w przepisie art. 101 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz.U. z 2001 r. nr 142, poz. 1591 z pózn. zm.). Do warunków tych ustawodawca zalicza, obok bezskutecznego wezwania rady gminy do usunięcia zarzucanego naruszenia, wykazanie się naruszeniem interesu prawnego. Właściwie każde ograniczenie prawa własności­ łączy się z naruszeniem interesu prawnego jej właściciela, ale nie zawsze oznacza naruszenie prawa. Jeśli narzucone ograniczenia zostały wprowadzone zgodnie z obowiązującymi procedurami, to z reguły trudno się w nich dopatrzeć naruszenia prawa. Wtedy sądy zazwyczaj oddalają skargę, a właściciel może już liczyć tylko na odszkodowanie za wywłaszczane na cele publiczne nieruchomości lub spadek wartości nieruchomości związany z uchwaleniem nowego planu.

Prawo do nieruchomości a inwestycje publiczneOgraniczanie lub pozbawianie praw do nieruchomości wiąże się głównie z realizacją celów publicznych. W pewnych sytuacjach przepisy przewidują uproszczoną ścieżkę. Takie szczególne zasady dotyczą przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych. Tutaj już na podstawie decyzji o ustaleniu lokalizacji drogi własność gruntu przeznaczonego pod drogę przechodzi na rzecz Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego z obowiązkiem zapłaty odszkodowania dotychczasowemu właścicielowi. Lokalizacja innych inwestycji celu publicznego wiąże się z nieco dłuższą procedurą wywłaszczania przewidzianą w ustawie o gospodarce nieruchomościami. Niezależnie od trybu wywłaszczania właściciel ma prawo do słusznego odszkodowania­ za nieruchomość oraz skarżenia niekorzystnych dla niego decyzji administracyjnych. Każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie i nie można z góry przesądzić, czy interes publiczny jest ważniejszy od interesu prawnego właściciela nieruchomości.

Zyski i straty
Są i lokalne argumenty za kopal-nią. Lech Dłubała, naczelnik wydziału organizacji i kadr Urzędu Miasta Lubin mówi: – Kiedy za 20 lat skończą się zapasy miedzi, miasto umrze. Kopalnia to szansa dla pracowników Kombinatu Miedziowego. A szkody ekologiczne? Każdy chce zaświecić żarówkę, mieć w domu lodówkę, ale kopalni już nie. Lepiej niech będzie 100 km dalej, u sąsiada... Irena Rogowska, wójt gminy Lubin, na pytanie, czy jest za rozwojem gminy, odpowiada: – Tak, jestem, jeśli gmina będzie istnieć, a nie zniknie w czarnej dziurze... Przeciwnicy kopalni wskazują nie tylko na własny los i swoje domy. Gdy odkrywka zacznie działać, powstanie lej depresyjny o powierzchni 120 km². Z terenu zacznie odpływać woda, a co za tym idzie – będą wymierać lasy, bogactwo regionu. Pokład węgla pokrywa się z poziomem wód podziemnych w skałach czwartorzędu. Zniszczenie tych wód to wielka strata dla przyrody i ludzi – bo to źródło wody pitnej. Do tego dojdzie ogromna emisja CO2 ze spalania węgla, problem składowania popiołów. W Lubinie wiedzą, jak niszczący jest przemysł wydobywczy. Żyją w cieniu kombinatu. To dobrodziejstwo, ale i przekleństwo tych terenów. Wydobycie odbywa się pod ziemią, nawet na głębokości 1200 m, ale dziesiątki hektarów gruntów przeznaczono pod infrastrukturę. Osobliwym miejscem jest Żelazny Most – wielki zbiornik poflotacyjny na odpady z produkcji miedzi. Był budowany w połowie lat 70., też kosztem wysiedlonych wsi. Martwe księżycowe rozlewisko mieści w sobie całą tablicę­ Mendelejewa. Już w odległości kilometra od zbiornika znajdują się pierwsze miejscowości. Nikt nie pyta mieszkańców, ile zdrowia kosztuje ich polska miedź.

Zamiast puenty
Tysiące ludzi w życiowym impasie i w strachu. 200 m pod ich domami­ zalegają bogate złoża węgla brunatnego. Jeśli rząd zdecyduje się na wydobycie tego węgla, będzie musiał przekonać mieszkańców, że mają powód, by się poświęcić dla innych. Argument jest jeden, o tym mówi też Komitet Sterujący: – Odszkodowania powinny być wysokie. Duże pieniądze rzeczywiście oczyszczą teren pod kopalnię. Ale pytania pozostaną: dlaczego państwo, które nie potrafi zaplanować swojego rozwoju, ciężar błędów może zrzucić na obywateli? Dlaczego własność i demokracja tak mało znaczą wobec dyktatu zagrożonego państwa? I ostatnie: czy skoro już teren pod Legnicą i Lubinem zabudowano, czy nie lepiej odłożyć wydobycie, aż technologia pozwoli zrobić to bez odkrywki, a tymczasem szukać innych źródeł prądu dla kraju? Trochę czasu jeszcze jest?

Poznaj swoją przyszłość

Jedna z najlepszych wróżek w Polsce Wróżka Mira Elżbieta Sobczyk odpowiada na pytania na swoim Facebooku  lub przez e-mail. Problemy ze zdrowiem lub w sprawach "miłosnych" ? A może interesują Cię kwestie finansowe?  Sprawdź swoją przyszłość. Jej odpowiedzi pomogły już tysiącom ludzi w Polsce. Można się z nią skontaktować Jej profil na Facebooku lub http://twojawrozka24.pl
Podobne posty