Firma wykonawcza - wybrałem, sprawdziłem, zwyciężyłem.


Nie oszczędzaj na wykonawcach. Szczególnie prace konstrukcyjne powinna przeprowadzić ekipa najlepsza z najlepszych. Podpowiadamy, na co zwracać uwagę przy wyborze.
Niestety, nie mamy dobrych wiadomości. Rynek firm budowlanych nie jest skonsolidowany. Kryteria wyboru nadal pozostają mało czytelne. W ostatnim czasie wiele firm i wielu wykonawców wyjechało do pracy w krajach Unii – sytuacja jeszcze bardziej się zagmatwała. Część firm ma kłopoty finansowe, szczególnie małe często nagle kończą działalność. Wciąż obowiązuje więc najwyższa czujność i ostrożność przy powierzaniu swoich pieniądzy wykonawcom.
Zastanawiając się, kto ma zbudować nasz dom, dochodzimy do oczywistego wniosku: tylko fachowcy, tylko firma budowlana z prawdziwego zdarzenia. Sęk w tym, że atuty i wady wybranej firmy są równie wielką niewiadomą. „Solidna firma” – to nie jest dokument, stała cecha. To coś wyjątkowego i nietrwałego. Uważaj zatem, kogo wybierasz! Sprawdź firmę sto razy, by zdobyć jak największą pewność co do słuszności swego wyboru. Kiedy słyszysz argument za, niech Ci się zapali czerwona lampka: na pewno są i argumenty przeciw.

Firma daje prawie pewność sukcesu
Za: Szara strefa nie sprzyja jakości. Wykonawcy znikąd nie są ubezpieczeni. Ich praca to rosyjska ruletka – wyjdzie albo nie wyjdzie. Robota jest sezonowa, stąd pośpiech. Bardziej dbają o nowe zlecenia, maksymalny zysk niż solidność. Przypadkowość ekip i wykonawców nie służy jakości. Kolejni zrzucają winę na poprzedników. Jeśli wykonawca wie, że dalsze prace przeprowadzi kto inny, nie ma motywacji, by swoją część zrobić dobrze. Generalnie: chociaż inwestor zbuduje taniej, ryzyko, jakie ponosi, jest zbyt duże! Solidna firma zapewnia ciągłość i następstwo prac. Dba o jakość roboty, bo skoro działa na rynku, stara się utrzymywać markę.
Przeciw: Nie wiemy, czy robotnicy z wybranej firmy znają swój fach, czy dopiero się uczą. Nie ma też pewności, że firma nie popadnie w tarapaty finansowe, nie podejmie się pracy na zbyt wielu budowach i żadnej nie doprowadzi do końca. Jest ryzyko, że będzie dążyła do maksymalnego zysku, używając najtańszych materiałów.

Firma jest odpowiedzialna

Za: Firma to jeden partner do rozmowy – jasno określona odpowiedzialność, jedna gwarancja. Wiemy, komu powierzamy pieniądze, możemy przewidzieć efekt.
Przeciw: Sukces firmy na rynku jest początkiem poważnego zagrożenia. Może ona na przykład wziąć na ten sezon za dużo zleceń. I zacznie się: przerzucanie ludzi, materiałów, finansów z budowy na budowę. Wiemy, komu powierzyliśmy pieniądze, ale gdzie one są – nie do ustalenia.

Firma gwarantuje pożądany efekt
Za: Nowoczesny dom energooszczędny, ze sprawnie działającymi instalacjami, zdrowy – stawia budowniczym wysokie wymagania. Firma taką wiedzę posiada. Ekipa na czarno – prawdopodobnie nie.
Przeciw: A jeśli firma bazuje na podstawowej wiedzy budowlanej i nie wie, co to znaczy nowoczesny dom? Czy pracownicy się szkolą, poznają nowe technologie, zdobywają uprawnienia? Takie szkolenia organizują producenci materiałów budowlanych, wydając na koniec certyfikat uczestnictwa.

Firma budująca pod klucz buduje drożej, ale lepiej

Za: Branie na siebie obowiązku zatrudniania kolejnych wykonawców i zaopatrywania budowy to pozorna oszczędność. Inwestorzy nie wliczają czasu własnego, jaki muszą poświęcić na zorganizowanie, zaopatrywanie i doglądanie budowy. Do tego dochodzą koszty użytkowania samochodu, telefonów, straty w karierze zawodowej, zaburzone życie rodzinne. Gdyby podliczyć te koszty dodatkowe, być może wyszło-by na zero. Firma też może budować tanio: od 1800 zł/m² brutto – dom do wykończenia, od 2500 zł/m² – dom pod klucz.
Przeciw: Z firmą prawie zawsze jest drożej, a bywa, że na etapie podpisywania umowy wiele kosztów jest ukrytych, na przykład ostateczna cena jest liczona od powierzchni całkowitej, a nie użytkowej. Dopiero pod koniec budowy okazuje się, że trzeba zapłacić ekstra za taras, łazienki, kominek, wykończenie.

Firma daje gwarancję

Za: Gwarancja na materiały i usługę – sprawa bardzo ważna. Niektóre firmy udzielają jej nawet na dziesięć lat, podczas gdy ustawowo rękojmia na dom trwa trzy lata. Nawet kilka lat po zakończeniu budowy można uzyskać informację o technicznych aspektach domu. Firma dba też o zebranie gwarancji producentów materiałów, z których jest zbudowany dom.
Przeciw: Gwarancja daje nam coś, pod warunkiem że firma będzie istnieć. A jak to w praktyce bywa – wiadomo. Upadłość, zamknięcie biznesu, i szukaj wiatru w polu. Trudno sobie wyobrazić, że firma będzie odpowiadać za nasz dach jeszcze za 15-20 lat. To w polskich warunkach wieczność.

Budowanie z firmą może być bezpieczne finansowo

Za: Nikt już nie każe płacić inwestorowi całej sumy za dom, który jeszcze nie został zbudowany. Budowa jest podzielona na etapy, a płatność następuje zwykle proporcjonalnie do postępu robót. Sojusznikiem inwestora bywa też bank, który – dbając o swoje pieniądze – kontroluje budowę kredytobiorcy. Praktyka: krótkie etapy rozliczenia, niewielkie płatności – daje bezpieczeństwo i inwestorowi, i firmie.
Przeciw: Im większy front robót, tym trudniej inwestorowi kontrolować budowę własnego domu. Jeśli nie postawi stanowczo kwestii nadzoru inwestorskiego (ustanawiając własnego inspektora nadzoru), staje się intruzem albo turystą na własnej budowie: może sobie obejrzeć ściany, a wykonawcy i tak słuchają się swojego szefa.

Rekomendacje budują wizerunek firmy

Za: Wybór solidnej firmy jest coraz łatwiejszy – im dłużej działa na rynku, tym więcej zadowolonych klientów, których można spytać o przebieg ich budowy.
Przeciw: Szef firmy nie ma aż tak cierpliwych byłych klientów, by przez lata podsyłać do nich ciekawskich, żądnych opinii o firmie. Często więc rekomendacje mają pozór obiektywności, a tak naprawdę są zdawkowe albo ustawione, tak by potencjalny inwestor dostał same pozytywne opinie. A że firma sądzi się z dziesięcioma klientami...

Ku przestrodze: Podpisałem, ale teraz zmieniłem zdanie...

Budowa pana Tomasza była dobrze przygotowana. Założenia jak najbardziej słuszne. – Nie mam czasu na samodzielne organizowanie budowy. Wynajmuję firmę.
O wyborze zdecydowały referencje. Wszystkie papiery w porządku – firma jest zarejestrowana, istnieje od czterech lat. W zakresie działalności ma wpisane: handel materiałami budowlanymi i artykułami przemysłowymi, usługi budowlane i mała gastronomia.
To ostatnie mogło dać wiele do myślenia...
Pierwszy etap: stan surowy otwarty – dom o powierzchni 120 m². Klasyczne rozwiązania: ściany z betonu komórkowego. Wykonawca przedstawił szczegółowy kosztorys, który został zaakceptowany przez obie strony. W kwestii finansowania ustalono, że przed rozpoczęciem prac szef firmy dostanie zadatek (6 tys. zł), a później kolejne transze po każdym etapie.
– Płaciłem z ręki do ręki, a nie na konto. To był sygnał ostrzegawczy – mówi dzisiaj pan Tomasz. – Później okazało się, że konto było zajęte przez komornika.
Firma przyciągnęła na budowę barakowóz, miała betoniarkę i narzędzia. Jej szefowi dobrze patrzyło z oczu, a pan Tomasz był na budowie codziennie. W porę udało się wychwycić kilka błędów. Gorzej poszło z układaniem stropu Teriva. Beton z gruszki rozsadził warstwę pustaków i ułożył się w górki. Przez trzy tygodnie w ślimaczym tempie pracownicy wyrównywali płaszczyznę. W betoniarni urósł dług za beton, którego zużyto więcej, niż planowano.
Jeszcze w trakcie układania stropu warunki umowy zostały złamane. Szef firmy przedstawił rzeczowy argument: musi kupić więźbę dachową. Zamówić trzeba z wyprzedzeniem, ale za to będzie tanio, bo aż z Bieszczad.
Argument wydawał się logiczny, choć łamał umowę w punkcie: „Rozliczenie po etapie”. Szef firmy zainkasował 15 tys. zł i zniknął. Na zawsze.
Pan Tomasz wydzwaniał, aż w końcu usłyszał wprost: „Nie mam tych pieniędzy”.
Dzisiaj sprawą zajmuje się prawnik. Zgodnie z umową, skoro wykonawca zerwał umowę, ma obowiązek zwrócić zadatek na więźbę w podwójnej wysokości, czyli 30 tys. zł plus dług w betoniarni. Razem 32,7 tys. zł.
Panu Tomaszowi zależało przede wszystkim na dokończeniu budowy. Przeliczył zainwestowany materiał, robociznę. Oszacował, że tak naprawdę stracił 11,3 tys. zł, i taką kwotę postanowił odzyskać. Po pół roku od rozpoczęcia umowy doszło do ugody. Dłużnik ją podpisał, tym samym przyznając się do winy. Zaakceptował punkt: „Inwestor nie ma żadnych zobowiązań względem wykonawcy”. Szef firmy podpisał deklarację zwrotu długu i... nie płaci. W rozmowie telefonicznej z dziennikarzem daje odpowiedź, która wprawia w zdumienie: – Podpisałem, bo miałem wtedy taką sytuację. A teraz zmieniłem zdanie.
Pan Tomasz po fakcie odkrył zainteresowanie komornika szefem firmy, długi u podwykonawców, zaległości firmy w ZUS-ie. Oddał sprawę do firmy windykacyjnej. Ma zamiar iść do sądu.

Firma istnieje – ma swoją stronę WWW, na której przekonuje, że zbuduje dom o powierzchni 102 m² za 100 tys. zł brutto – pod klucz! Projekt powtarzalny z pracowni, która – jak można się domyślać – współpracuje z firmą. Tylko że na stronie pracowni architektonicznej koszt materiałów na budowę tego domu wyliczono na 115 tys. zł, a realny koszt budowy w wersji minimum bez białego montażu – na 200 tys. zł.
Firma nie traci rezonu. Rozsyła zainteresowanym specyfikację przyszłego sukcesu:
- Fundamenty (betonowe, wykonane tradycyjnie na budowie).
- Mury parteru z betonu komórkowego.
- Strop nad parterem betonowy, lany na budowie – wykonany tradycyjnie (od redakcji: Bardzo niefachowo określony strop monolityczny).
- Dach: blachodachówka, ocieplony wełną mineralną, płyta gipsowo-kartonowa, rynny z PCW.
- Okna z PCW, parapety zewnętrzne i wewnętrzne z PCW.
- Drzwi wewnętrzne i wejściowe (fabryczne, drewniane).
- Tynki wewnętrzne tradycyjne.
- Elewacja (ocieplenie – styropian, tynk mineralny).
- Instalacja c.o. (grzejniki i piec gazowy średniej klasy).
Reasumując, stan wykończenia taki jak mieszkania pod klucz za 3500 zł/m². Budowa stanu surowego – trzy miesiące. Pozostałe prace – kolejne sześć miesięcy. Płatność – etapami po zakończeniu prac.
I dalej czytamy:
Dlaczego tak tanio?
- Bardzo niskie koszty prowadzenia firmy, brak biurowca, sekretarki, faksu – wystarczy mi net (od redakcji: Brak biurowca to lekka przesada; brak adresu to wada. Internet wystarczy, by łowić klientów, ale co dalej?).
- Materiałów szukam przez Internet, prawie zawsze dostaję rabaty (od redakcji: Nie inaczej robią inwestorzy – a więc nie ma mowy o bardzo tanich źródłach zaopatrzenia w materiały).
- Nie zatrudniam ludzi na stałe, tylko podpisuję umowę-zlecenie (rodzina).
- Pracami na budowie kieruje mój brat Marcin, pomagają mu bracia Andrzej oraz Zbigniew.
- Więźbę dachową, deski, trepy i wszelkie potrzebne drewno dostarcza mój brat Dariusz.
- Instalacje elektryczną, wodną, kanalizacyjną, c.o. wykonujemy sami, ja decyduję o technologii (od redakcji: Fachowiec, który zna się na wszystkim – to bardzo ryzykowne).
- Prace są wykonywane przy użyciu ręcznych narzędzi (od redakcji: Nawet wyrabianie betonu w taczce?!).
I jeszcze wyznanie: Rozumiem, że trudno uwierzyć w moją ofertę za 100 tys. zł, ale oferta za 200 tys. zł nie wzbudziłaby zainteresowania. Tak oto firma (przynajmniej z nazwy) ukryta za stroną WWW, podająca tylko numer telefonu komórkowego chce dokonać rzeczy, która nie udała się nikomu. Owszem, są budowy w wersji minimum za 100 tys. zł – w technologii szkieletu drewnianego – domy zestawiane z paneli. Jak firma, nawet dobrze współpracujących braci, chce się utrzymać przez dziewięć miesięcy budowania i zbudować dom za mniej, niż kosztują materiały? Oferują rękodzieło, dom metodą chałupniczą – a całe ryzyko bierze na siebie klient. Decydujesz się, inwestorze?



Ku przestrodze: papierowy bohater

Firma, która budzi zaufanie. Siedziba z prawdziwego zdarzenia, referencje klientów.
Wybór Lucyny i Kamila pada na klasyczny dom z ceramiki: ściana dwuwarstwowa, dach pokryty dachówką betonową. Żadnych udziwnień, dodatków. Prosty standard i cena do przyjęcia: 350 tys. zł za dom z poddaszem użytkowym o powierzchni 139 m².
Inwestorzy mają działkę. Są bardzo zapracowani, więc układ, że firma buduje pod klucz, bardzo im odpowiada. Rozliczenie – mała zaliczka przed, główna kwota po etapie.
Inwestorzy mogli ustanowić własnego inspektora nadzoru. – Zrezygnowaliśmy. Skoro decydujemy się na tak poważną inwestycję, mamy zaufanie do właściciela firmy.
Początki wyglądały obiecująco. Budowa rozpoczęła się o czasie, ekipa sprawiała wrażenie kompetentnej, choć typy raczej mrukliwe i słuchające szefa, a nie inwestorów. Postęp prac cieszący oko. Powody do niepokoju? Materiał na ściany nie wyglądał rewelacyjnie. Na wielu paletach pustaki były popękane, a nawet pokruszone. Szef firmy uspokajał: – Zaraz będę reklamować.
Reklamacja nie była zbyt skuteczna, czego dowodem była połatana ściana, na postawienie której nie żałowano betonu. Później przyszła wichura i przewróciła dopiero co wymurowane ścianki między oknami.
Rozmowa z wykonawcą koiła nerwy. – Niech się państwo nie martwią. Wszystkie takie straty oczywiście odliczymy z naszego zysku.
Szef uspokajał, ale w końcu nawet ignorant zauważyłby, że dom budowano niechlujnie. Więźba dachowa czarna, miejscami sztukowana, dachówka w różnych odcieniach. Styropian pożółkły i kruszący się w rękach. Ostatni stopień betonowych schodów nie trafił w strop – zabrakło pół stopnia.
Co zaskakuje, Lucyna i Kamil ciągle się łudzili, że budowa przebiega wzorowo. Zaniepokoiło ich dopiero poważne opóźnienie w pracach. Budowa zaczęła się w marcu 2004 roku, jesienią osiągnęła stan surowy zamknięty. O zamieszkaniu na Boże Narodzenie nie mogło być mowy.
Szef firmy przepraszał, tłumacząc zwłokę problemami z podwykonawcami. Później zaczęli się zgłaszać ludzie, którym nie zapłacił. Wkrótce wyszły kolejne niedoróbki. W ten sposób któregoś dnia inwestorzy znaleźli się w samym centrum katastrofy budowlanej – niestety, własnej. Rozgrzebany dom, szef firmy, która przestawała istnieć. Zatrudniony do kontroli budowy inżynier stał się detektywem – w dzienniku budowy nie było ani jednego wpisu.
Fachowa ocena była druzgocąca: dom zbudowany z najtańszych materiałów, wybrakowanych, bez atestów. Roboty wykonano niechlujnie, z pominięciem właściwych izolacji, niezgodnie z projektem. Instalacje zrobione po amatorsku – cała lista błędów i zaniechań.
I co dalej – zburzyć, iść do sądu? Żadne rozwiązanie nie jest dobre.

GDZIE SPRAWDZIĆ FIRMĘ?

- W Polskim Stowarzyszeniu Budowniczych Domów (www.psbd.com.pl), które prowadzi rejestr firm rekomendowanych.
- W Polskiej Izbie Inżynierów Budownictwa (na stronie www.piib.org.pl adresy 17 oddziałów) – czy szef firmy albo kierownik budowy należy do Izby, ma uprawnienia, czy nie miał sprawy w sądzie dyscyplinarnym.
- W samej firmie – żądając dokumentów potwierdzających, że firma jest zarejestrowana, ubezpieczona, nie ma długów.
- U poprzednich klientów firmy – ta ścieżka wciąż jest najbardziej wiarygodna.

PLUSY I MINUSY
Tak naprawdę plusy i minusy budowania z firmą równoważą się. Niełatwo wybrać właściwie, ale warto zadać sobie maksymalny trud, by wybrać najlepszą.
Pozostaje rada, którą dobrze jest wziąć sobie do serca. Najważniejszym etapem domu są prace konstrukcyjne. Warto budować stan surowy z solidną firmą, nawet drogą, ale z przeświadczeniem, że ten etap, dobrze wykonany, będzie podstawą długiego życia domu. Oszczędność na etapie stanu surowego mści się po stokroć.

BUDOWAĆ Z FIRMĄ CZY NA CZARNO? (Iwona Sysik, prawnik, specjalista z zakresu prawa budowlanego)

Zatrudnienie firmy, która dostarczy materiały, zapewni kierownika budowy i kompleksowo wybuduje nam dom, z pewnością ułatwia życie inwestorowi i oszczędza jego czas. Znaczną część odpowiedzialności za to, co się dzieje na budowie, przejmuje na siebie firma, która odpowiada za swoich pracowników. Zatrudnia ich, ubezpiecza, organizuje im pracę, dba o bezpieczeństwo na budowie. Po protokolarnym przejęciu terenu budowy wykonawca odpowiada za to, co się tam dzieje. Inwestor nie musi się więc martwić kontrolami inspekcji pracy czy urzędu skarbowego. Poza tym legalnie działająca firma zazwyczaj spisuje umowę o roboty budowlane, a także daje gwarancję na wybudowany budynek. Wtedy inwestor ma przynajmniej minimalne szanse ochrony swoich praw i możliwość ich egzekwowania także na drodze sądowej. Poza tym, jeśli jedna firma wykonuje wszystkie prace, nie ma wątpliwości co do tego, kto odpowiada za błędy na budowie. Wykonawca nie ma na kogo zrzucić odpowiedzialności, bo nikt mu przecież nie może „zepsuć” pracy – poza jego własnymi pracownikami. Jest jeden minus: jeśli firma zapewnia kierownika budowy, to niewykluczone, że będzie on dbał przede wszystkim o interes firmy, która go zatrudnia. W takiej sytuacji inwestor powinien mieć na budowie zaufanego człowieka – inspektora nadzoru inwestorskiego – który będzie pilnował jakości prac.
Oczywiście nawet profesjonalnym firmom zdarzają się wpadki, ale wtedy przynajmniej wiemy, do kogo zgłaszać roszczenia. Mamy znacznie większe szanse wyegzekwowania napraw lub odszkodowania.

Ekipy wykonawcze – to sposób na oszczędność. Dobrze, jeśli te ekipy to sprawdzeni i doświadczeni specjaliści od prac murarskich, dekarskich, tynkarskich czy instalacyjnych prowadzący działalność gospodarczą. Należy z nimi spisać umowy, w których wyraźnie będzie określony zakres prac, jakie mają wykonać. Dobrze byłoby, aby następujące po sobie ekipy podpisywały protokoły przejęcia budowy ze wskazaniem stanu ich zaawansowania i ewentualnych zastrzeżeń do prac poprzedników. Wtedy nie będzie wątpliwości, kto za co odpowiada i kto jest winny zaniedbań.
Przy takim sposobie organizacji budowy potrzebny nam będzie zaufany kierownik budowy, który będzie koordynował pracę wszystkich ekip i dbał o jakość robót.

Ekipy na czarno – w żadnym wypadku nie zlecajmy wykonania robót takim „fachowcom”! Nie spisują oni umów, nie dają gwarancji na wykonane prace. Zazwyczaj to inwestor musi im organizować pracę, dostarczać materiały (czasem nawet i narzędzia) i pilnować, co i jak robią. Przy takim sposobie organizacji pracy łatwo o kłopoty. W razie kontroli inspekcji pracy na budowie inspektorzy uznają, że to inwestor jest pracodawcą i mogą go ukarać za niezgłoszenie pracowników do ubezpieczenia. Jeszcze gorzej będzie, jeśli na budowie wydarzy się wypadek. Nieubezpieczony pracownik może dochodzić odszkodowania wyłącznie od tego, kto go zatrudnił. Poza tym może żądać ustalenia przed sądem istnienia stosunku pracy. Jeżeli uda mu się udowodnić, że pracował pod nadzorem inwestora, który określał mu czas i sposób jej wykonywania, może uzyskać korzystne orzeczenie. Z kolei urząd skarbowy może potraktować inwestora jak płatnika podatku od wynagrodzeń pracowników, który nie dopełnił obowiązków związanych z obliczeniem, pobraniem i odprowadzeniem podatku. W takim wypadku jedynie spisanie umowy o wyraźnym cywilnoprawnym charakterze (o dzieło, o roboty budowlane) pozwoliłoby inwestorowi uniknąć przykrych konsekwencji.
Jeśli nie spiszemy umowy, nie mamy dowodu na to, kto i co miał zbudować i za co odpowiada oraz w jakim charakterze był zatrudniony. W razie wadliwego wykonania robót możemy zapomnieć o dochodzeniu swoich praw w sądzie – bez dowodów nie wygramy. Poza tym każda kolejna ekipa może zwalać winę na błędy poprzedników. Nierzadko zdarza się też, że tacy przypadkowi robotnicy porzucają pracę – zazwyczaj po otrzymaniu jakiejś większej zaliczki – i trudno ich później znaleźć. Nie warto więc oszczędzać na fachowcach, bo są to oszczędności pozorne.

Pamiętajcie!
Niezależnie od tego, w jaki sposób budujecie:
- spisujcie umowy (ze szczegółowym aneksem zakresu robót i cen);
- sprawdzajcie dane i adresy wykonawców;
- odbierajcie protokolarnie roboty i wpisujcie zastrzeżenia co do jakości prac do dziennika budowy;
- zatrudnijcie zaufanego i sprawdzonego kierownika budowy lub inspektora nadzoru budowlanego (gdy wykonawca zatrudnia kierownika budowy);
- domagajcie się okazania certyfikatów lub innych dokumentów potwierdzających dopuszczenie materiałów budowlanych do stosowania;
- żądajcie wystawiania faktur lub dowodów zapłaty;
- pytajcie i sprawdzajcie...

WYBIERAJ NAJLEPSZYCH, BO:

- dom to inwestycja na lata;
- oszczędzając, ryzykujesz ogromne pieniądze;
- sam nie jesteś w stanie skontrolować budowy, przynajmniej na etapie prac konstrukcyjnych;
- błędy na budowie kosztują o wiele więcej, niż wynoszą ewentualne zyski na robociźnie;
- źle wykonane elementy uprzykrzą Ci życie w domu;
- długo nie będziesz wiedział, co to znaczy remont domu.

Poznaj swoją przyszłość

Jedna z najlepszych wróżek w Polsce Wróżka Mira Elżbieta Sobczyk odpowiada na pytania na swoim Facebooku  lub przez e-mail. Problemy ze zdrowiem lub w sprawach "miłosnych" ? A może interesują Cię kwestie finansowe?  Sprawdź swoją przyszłość. Jej odpowiedzi pomogły już tysiącom ludzi w Polsce. Można się z nią skontaktować Jej profil na Facebooku lub http://twojawrozka24.pl
Podobne posty