Klimat dobudowany. Remont


Obok tego domu trudno przejść obojętnie. To doskonały przykład na to, jak przebudowa może zmienić zwykłą kostkę z lat 60.
Jeszcze kilka lat temu w tym miejscu stał parterowy domek z płaskim dachem. Dziś trudno w to uwierzyć. Po rozbudowie dom jest duży, lecz doskonale wkomponowany w niewielką przestrzeń działki. Dzięki mansardowemu dachowi pokrytemu osiką, efektownym lukarnom, kamienno-drewnianej bramie wyróżnia się z otoczenia, ma specyficzny, ciepły klimat.
– Chcieliśmy, żeby nasz dom był przyjemny, miły, jak mówią Rosjanie – ujutny. Taki, do którego można się przytulić – opowiada właściciel. Wrażenie to miały potęgować łagodne linie dachu, drewniane elementy wykończenia i werandy.




Rozbudowa z rozmachem

Przed rozbudową domek odziedziczony po rodzinie miał zaledwie 50 m² powierzchni mieszkalnej. Były w nim trzy pokoje, z których największy miał 15 m², kuchnia i łazienka. Za domem był jeszcze garaż oraz dodatkowe pomieszczenie gospodarcze z oddzielnym wejściem.
Po rozbudowie powierzchnia parteru zwiększyła się do 80 m². Dobudowano dwa ryzality – jeden od frontu, drugi z boku domu. Salon połączono z kuchnią, co dało olbrzymią otwartą przestrzeń. Oprócz tego na parterze są jeszcze hol, łazienka i garderoba. Na obszernym poddaszu (80 m²) są cztery pokoje (sypialnia, pokój syna z oddzielną łazienką, pokój do pracy i gościnny), duża łazienka i dwie oddzielne garderoby gospodarzy. Latem dom zyskuje dodatkową powierzchnię dzięki balkonom oraz tarasom – na parterze obok salonu, nad garażem z wejściem z półpiętra domu. Pomieszczenie gospodarcze z tyłu garażu przerobiono na dodatkowe mieszkanie (z niezależnym wejściem) dla mieszkającej tu na stałe pomocy domowej. Starą piwnicę zagospodarowano, umieszczając w niej pralnię z suszarnią.




Przytulny dach nad głową

Inwestorzy mieli jasną wizję tego, co chcieli osiągnąć. Dom z charakterem, stylowy, ale nie dworek, których w owym czasie (koniec lat 90.) powstawało sporo. Od razu pomyśleli o mansardowym dachu. Miał być pokryty czymś innym niż wszędobylska czerwona dachówka. Zastanawiali się nad dachówką bitumiczną, ale ostatecznie zdecydowali się na drewno – pokrycie z wióru osikowego, które doskonale podkreśliło przytulny charakter domu.
– „Mieć dach nad głową” – coś w tym jest – mówi gospodarz. – Dach jest trochę jak kapelusz, daje poczucie bezpieczeństwa. Ważny był więc dla nas jego kształt – łagodna linia, odpowiednie wygięcie – i proporcje kominów (żeby były nie za duże).
Swoje pomysły przedstawili architektom Stanisławowi i Tomaszowi Rachockim, którzy już w pierwszym rysunku uchwycili to, o co im chodziło. Mansardowy dach to dobre rozwiązanie do domów o niewielkiej powierzchni – komentuje Stanisław Rachocki. Pozwala na maksymalne wykorzystanie przestrzeni poddasza. Nie ma nieużytkowych skosów. Aby krawędzie połaci były lekko wygięte ku górze, krokwie zostały specjalnie pogrubione na końcach.







Życie na budowie

Prace prowadzono etapami, trwały ponad trzy lata. Było to o tyle trudne, że właściciele cały czas mieszkali w rozbudowywanym domu. Trzeba więc było tak wszystko zaplanować, żeby można było w nim żyć. Dzięki temu, że inwestorzy byli na miejscu, mogli pilnować wykonawców, korygować błędy.
Na szczęście budynek miał solidne fundamenty, nie trzeba ich było wzmacniać. Mury i piwnice były suche.
Pierwszy etap obejmował wyburzenie stropu i dobudowanie dwóch wielobocznych ryzalitów, które poszerzyły budynek. W pierwszym roku udało się jeszcze wymurować ściankę kolankową, wykonać więźbę, pokryć dach papą i wstawić okna. – Potem pozostało tylko patrzeć zimą, czy nas nie zalewa... – śmieje się gospodarz.
Mieszkali w starym domu, który był obudowywany nowym. Za oknem salonu powstawały wykusze, trwała budowa. W drugim roku dach został pokryty wiórem. Wykończono poddasze. Wtedy można się było przenieść na górę i zmieniać wnętrze parteru. Usunięto prawie wszystkie ściany konstrukcyjne w środku, żeby otworzyć przestrzeń. – Cały budynek był podstemplowany – był taki moment, że gdybyśmy wyjęli stemple, wszystko by się złożyło – opowiada architekt. Generalnie nie jest to sposób godny polecenia. Zdecydowano się na niego tylko ze względu na wyjątkowe umiejętności wykonawców. Trzeci rok budowy upłynął na pracach wykończeniowych – powstały tynki i dekoracje.



Urok szczegółów

Nawet najlepszy projekt nie zagwarantuje udanej realizacji. – Właściciele twierdzą, że mieli szczęście do znakomitych wykonawców – z niektórymi przyjaźnią się do dziś. Inwestorzy byli wymagający (jeśli chodzi o wykończenie, wiedzieli dokładnie, czego chcą), dbali o szczegóły. Ciepły, przyjazny klimat domu to między innymi zasługa drewna, którym wykończono nie tylko dach, ale także tarasy, balustrady, a nawet bramę wjazdową. Kamienno-drewniana brama projektu właściciela wygląda tak, jakby stała tu od lat. Gospodarz wymyślił też sposób na śmietnik przesuwany na szynach.
Koszt wykończenia domu był rozłożony na lata – za każdym razem inwestorzy dokładnie wiedzieli, ile mają wydać. Pan domu wspomina: – Osikowy dach był wtedy znacznie tańszy niż teraz, kiedy zrobił się modny, natomiast wykończenie łazienek dzisiaj kosztowałoby nas mniej.




Stare i nowe

Wnętrze domu ma podobny klimat. Robi tak samo ciepłe i przytulne wrażenie jak widok z zewnątrz. Przecierane, postarzane ściany w holu w żółtym odcieniu, mozaika z gresu nawiązująca do stylu art déco (na podłodze w przedpokoju, kuchni i części salonu, w której znajduje się jadalnia) wprowadzają atmosferę domu zamieszkanego od pokoleń. Posadzka jest z dużych kafli oplecionych małymi mozaikowymi kafelkami w tym samym odcieniu, z których zrobiono także cokoły.
Starannie zaplanowano oświetlenie. Zdaniem właścicieli jest ono jednym z ważnych elementów wystroju wnętrza. Pozwoli nie tylko stworzyć atmosferę, ale i rzeźbić przestrzeń; jest tak samo ważne jak dobrze dobrane meble.
Dom urządzony jest starymi meblami zbieranymi w komisach i na targu staroci. – Początkowo chcieliśmy urządzić dom nowocześnie, ale podczas remontu żona kupiła za 300 zł na Kole stół dla robotników, żeby mieli gdzie jeść. Potem żal nam było go wyrzucać, oddaliśmy go do renowacji i pomyśleliśmy, że trzeba dokupić do niego kredens... to był początek nowej koncepcji – opowiada właściciel. Stare meble zostały uzupełnione nowoczesnymi, na przykład krzesłami zrobionymi na zamówienie z solidnego dębowego drewna. Kuchnia też jest urządzona w starym stylu. Nie ma tu typowych kuchennych szafek – płytę ceramiczną i zlew wbudowano w stare kredensy. Do nich dobrano okap w kolorze miedzi. Dzięki temu kuchnia i salon tworzą jednorodną stylistycznie całość. – Taka kuchnia nie musi być sterylna, żeby dobrze wyglądać – łatwiej w niej zaakceptować nieporządek, obecność dziecka czy gości – mówią gospodarze.
Dom po przebudowie stał się miejscem, w którym dobrze się mieszka i do którego chce się wracać.

Poznaj swoją przyszłość

Jedna z najlepszych wróżek w Polsce Wróżka Mira Elżbieta Sobczyk odpowiada na pytania na swoim Facebooku  lub przez e-mail. Problemy ze zdrowiem lub w sprawach "miłosnych" ? A może interesują Cię kwestie finansowe?  Sprawdź swoją przyszłość. Jej odpowiedzi pomogły już tysiącom ludzi w Polsce. Można się z nią skontaktować Jej profil na Facebooku lub http://twojawrozka24.pl
Podobne posty