Proste założenia.


Każdy nowy dom staramy się dopasować do otaczającej go zabudowy. Jeśli jest prosty, nie ma z tym kłopotu. Relacja do innych budynków jest bardzo ważna, ponieważ niezrozumienie otoczenia powoduje straszne zgrzyty.

Bardzo lubimy długo, bez pośpiechu, rozmawiać z inwestorami (nie zawsze jednak to się udaje), ponieważ można wtedy doskonale wyczuć ich potrzeby. Wzorem jest dla nas fiński architekt Alvar Aalto, który miał w zwyczaju jadać kolację ze swoimi klientami, biesiadując w nieskończoność i rozmawiając.
Zazwyczaj oglądamy działkę i całą okolicę – i to, co jest blisko, i to, co jest trochę dalej. Zastanawiamy się, jak wpisać w nie dom. Kiedy inwestorzy mają kłopot z wyobrażeniem sobie domu w danym miejscu, staramy się wciągnąć ich w jego historię, związać z nim – to zawsze daje dobry efekt.

Jeden szkic
Najbardziej ekscytujący jest sam początek – gdy przychodzi klient z chaosem w głowie, opowiada o swoich potrzebach i o tym, co mu się podoba. I potem obserwowanie, jak z tego chaosu, z tych oczekiwań zaczyna się coś kształtować: najpierw myśl, a potem układy, rzuty.
Często się nam zdarza, że już pierwszy szkic, który pojawia się w trakcie rozmowy z klientem, zyskuje akceptację. Porównanie go potem z wykończonym domem daje dużą satysfakcję.
Z reguły nie przynosimy klientowi kilku wersji do wyboru, tylko jeden rysunek. Jeśli nie do końca spełnia jego oczekiwania, to coś z niego zabieramy, coś dodajemy, ale dążymy do tego, żeby pozostał kanwą.
Na początku próbujemy odpowiedzieć na potrzeby klienta, następnie oczekujemy jego pomysłów. Potem jest on już lepszym projektantem niż my, bo gdy projekt mu się spodoba, gdy zrozumie nasze założenia, to konsekwentnie sprawuje pieczę nad tym, żeby wszystko zostało dobrze wykończone, i niczego nie zmienia w trakcie budowy. Sukcesem jest dla nas to, gdy na końcu klient ma poczucie, że sam wszystko wymyślił.
Staramy się nie zmuszać naszych klientów do czegoś, czego nie chcą. Kiedyś byliśmy świadkami takiej rozmowy – projektant dzwonił do klienta i tłumaczył mu, że musi zrobić kamienne cokoły, a ten płakał, że nie chce. Architekt dalej nalegał, tłumacząc, że inne nie będą pasowały. A przecież to inwestor liczy koszty, decyduje, że będzie budował z takiego czy innego materiału. My możemy mu coś doradzić; podpowiedzieć, że nasz poprzedni klient zrobił tak i to było fajne albo się z czegoś wycofał.
Zmiany w trakcie projektowania są częściej powodowane przez kobiety i te natychmiast uwzględniamy. Gdy natomiast uwagi do projektu ma mężczyzna, czasem staramy się go przekonać do naszych racji.

Proporcje i brak detali
Uważamy, że dom powinien być przede wszystkim wygodny, taki, żeby chętnie się do niego wracało. A jego styl... autentyczny. Inwestorzy chętnie mówią o domach tradycyjnych, jednak w związku z pojawiającymi się wciąż nowymi materiałami i technologiami, a także wymaganiami funkcjonalnymi inwestorów, myślimy, że obecnie nie da się budować domów tradycyjnych, zawsze są one w jakiś sposób teraźniejsze. Nie bardzo lubimy słowo „nowoczesne”, ponieważ kojarzy się nam ono z modą, a modne domy często nie pasują do krajobrazu i szybko się starzeją. Dom tradycyjny ma związek z jakimś schematem już wcześniej zaistniałym, często związanym z określonym sposobem życia. Domowi „teraźniejszemu” wyraz daje prosta bryła, przestronne wnętrze, jakościowo dobre materiały, skromny detal. Jego kształt ma związek z funkcją, jest dopasowany do sposobu życia inwestora. Na pewno „dom teraźniejszy” nie powinien być „złotym zębem” w otoczeniu, powinien pasować do miejscowych domów.
W elewacji bardzo ważna jest dla nas symetria – jeśli jest zachowana, to już połowa sukcesu. W proporcjach najistotniejszy jest stosunek wielkości otworów do pustej ściany. Okno lub drzwi są ludzkim wyznacznikiem skali budynku. Niezmiernie ważne są też widoki, które bierzemy pod uwagę przy projektowaniu otworów. Bardzo zwracamy także uwagę na to, żeby wjazd do garażu – tworząc wielki portal – nie rzucał się w oczy bardziej niż wejście do domu. Należy go zmarginalizować, a najlepiej dom i garaż zupełnie od siebie oddzielić.
Nasze domy są dość skromne, z oszczędnym detalem. Uważamy, że dom bez bogatych ozdobników również może zaskakiwać w krajobrazie – tym, co zwraca wtedy uwagę, jest jego prostota. Staramy się natomiast nadawać projektom jakąś cechę lokalną: czasem jest to materiał (na przykład kamień lub drewno), czasem układ wnętrz lub wygląd dachu. Zawsze jest to inny element, nie ma dwóch takich samych okolic czy regionów, nie można więc dać jednej recepty.
Różnice w wykończeniu domów na różnych terenach można dość łatwo wychwycić – zazwyczaj są one związane z klimatem, warunkami naturalnymi, dostępnym materiałem albo lokalną tradycją. Dostosowanie się do nich pozwala w rezultacie na właściwe dopasowanie budynku do okolicy. Projektant, który odnosi się z szacunkiem do okolicy i bierze pod uwagę wymagania inwestora, zawsze osiąga dobry efekt.


Tajemnice projektu
Przy projektowaniu wnętrz zawsze uwzględniamy potrzeby naszych klientów. Zwracamy uwagę na to, jak żyją i jak pracują, staramy się też brać pod uwagę dynamikę zmian całej rodziny, bo życie potrafi się przecież całkowicie zmienić. Jeśli inwestor jest świadomy tego, jak będzie żyć za kilka lat, to wtedy jest nam łatwiej projektować, a jeśli nie – sami musimy to przewidzieć, a także uwzględnić to, że zawsze może się coś zmienić – w trakcie budowy, za rok, dwa lata.
Inwestorzy najczęściej potrzebują dodatkowego pokoju na parterze, a czasem nawet dwóch, i to o różnych funkcjach. Wydzielenie dużej liczby pomieszczeń na parterze tak, żeby dom nie był wielki, jest dość trudne. Radzimy sobie z tym, minimalizując komunikację, sprowadzając ją do schodów i spoczników, na rzecz przestronniejszych wnętrz, które przechodzą jedno w drugie po to, żeby mieszkańcy odczuli najdłuższe wymiary wewnętrzne – przekątne. W otwartą przestrzeń parteru ograniczoną ścianami zewnętrznymi (w uproszczeniu prostokąt) wstawiamy w miarę centralnie: schody, czasem komin z kominkiem, słupy konstrukcyjne itp. Ten wstawiony element wydziela odpowiednie miejsca pod konkretyzujące się funkcje: salon, jadalnię, kuchnię, spiżarnię, WC itd.
Zauważyliśmy, jak ważne jest miejsce schodów w małym domu. Ich dobre usytuowanie daje bowiem doskonałe efekty przestrzenne. W naszych domach staramy się projektować schody wzdłuż kalenicy (a nie prostopadle), dzięki czemu „wciągają” one hol i jego przestrzeń robi się dwukondygnacyjna, niedająca się zabudować czy wydzielić. Schody równoległe do kalenicy organizują przestrzeń parteru i piętra. To od nich zaczynamy budować relacje ze ścianami zewnętrznymi. To nie jest sprawa zysków i strat, to świadomy wybór metody projektowania. Schody położone wzdłuż kalenicy pozwalają też zminimalizować komunikację. Zamiast projektować oddzielnie korytarz i klatkę schodową, projektujemy hol ze schodami. Schody odgrywają wtedy rolę mebla, ozdoby, dużego detalu.
Drugą ważną rzeczą są kominy. Uważamy, że niezwykle istotne jest, gdzie znajdują się one w domu (decydują o miejscu łazienek i kuchni) i jak wychodzą na dachu. Komin w odpowiednim miejscu, czyli w kalenicy, dodaje domowi elegancji, w przypadkowym – psuje bryłę. Dlatego staramy się przestrzegać pewnej dyscypliny. To wręcz nasza obsesja.
Istotnym detalem są też okna. Staramy się stosować te w typowych wymiarach, bez podziałów. Preferujemy drewniane.
Przemyślany układ wnętrz to jedna sprawa, druga – nie mniej ważna – to dobry materiał. Przy doborze materiału warto się zawsze zastanowić, jak zachowuje się on w czasie, jak się starzeje – to znacznie ułatwia wybór. Bardzo lubimy naturalne surowce typu klinkier czy wapień, dachówkę ceramiczną, często też łączymy (na przykład na elewacji) kilka różnych materiałów.

Widoki z parteru, nocleg i rachunki
Bardzo ważne jest, żeby inwestor znalazł dobrego wykonawcę i żeby często wzywał architekta podczas trwania prac budowlanych. Z chęcią odwiedzamy budowy naszych klientów – jest to dla nas próba, czy wszystko się sprawdziło, czy wszystko dobrze zaplanowaliśmy. Kiedy wykonany jest poziom parteru, oglądamy widoki, jakie się z niego rozpościerają – to jeden z najbardziej ekscytujących momentów.
Poprawki projektu na papierze to jedno, ale jeszcze lepiej zmieniać coś w trakcie budowy (jak Gaudi, który budował i burzył). Wtedy rodzą się lepsze pomysły, można coś inaczej zinterpretować, uprościć. Trzeba się jednak pilnować, żeby w pewnym momencie przestać zmieniać i nie wprowadzić chaosu.
Jesteśmy emocjonalnie zrośnięci z domami, które projektowaliśmy, i bardzo lubimy – jeśli jest taka możliwość – nocować w nich. Jak wejdzie się do domu, żeby popatrzeć, to w sumie niewiele się wie. Czasem może on niesłusznie zrobić na nas dobre lub złe wrażenie. Natomiast gdy pobędzie się w nim przez dzień i noc, to wiadomo, jak wygląda w nim życie, co z niego widać, jak prezentuje się w krajobrazie.
Oszczędność eksploatacji nie jest dla nas celem sama w sobie, jest zawsze w tle, ale myślimy o niej. Bo trzeba pamiętać, że to nie tylko ogrzewanie, ale także malowanie, sprzątanie, mycie, starzenie się materiałów wykończeniowych, wymiana zużytych elementów. Uważamy, że w obecnych czasach niemożliwe jest zaprojektowanie i wybudowanie domu, który nie byłby oszczędny w eksploatacji. Cały rynek materiałów budowlanych jest na to nastawiony. Wełny mineralne, styropiany, pustaki ceramiczne, bloczki gazobetonowe, szczelne okna, systemy wentylacji, kominki. Z taką wiedzą przychodzą inwestorzy. Architekci i wykonawcy muszą wiedzieć, jak te materiały połączyć, żeby nie zgubić ich walorów. Być może przywoływanie brył z wysokim dachem, najbardziej archetypowych dla naszego klimatu, jest podświadomym powtarzaniem najbardziej oszczędnych form domu. Zazwyczaj po kilku latach od zakończenia budowy dzwonimy do inwestorów i pytamy, ile wyniosły przez ten czas rachunki za ogrzewanie. Interesuje nas, jak budynek sprawdza się pod względem ekonomicznym, to dla nas potwierdzenie przyjętych rozwiązań.
Jesteśmy pełni podziwu dla naszych inwestorów. Sami budowaliśmy dom i wiemy, jaki to wysiłek – zarówno finansowy, jak i psychiczny, żeby określić, jak chcemy żyć za kilka lat. Naszych klientów zawsze męczymy takim pytaniem, choć zdajemy sobie sprawę z tego, jak trudno jest na nie odpowiedzieć.

Poznaj swoją przyszłość

Jedna z najlepszych wróżek w Polsce Wróżka Mira Elżbieta Sobczyk odpowiada na pytania na swoim Facebooku  lub przez e-mail. Problemy ze zdrowiem lub w sprawach "miłosnych" ? A może interesują Cię kwestie finansowe?  Sprawdź swoją przyszłość. Jej odpowiedzi pomogły już tysiącom ludzi w Polsce. Można się z nią skontaktować Jej profil na Facebooku lub http://twojawrozka24.pl
Podobne posty