Bliźniak rozjaśniony


Chociaż dom jest połową bliźniaka zbudowaną na wąskiej działce, jego wnętrze jest wyjątkowo jasne i przestronne. Jak to możliwe? Przysunięty do sąsiada, nieufnie zamknięty na otoczenie, ma kontakt z przestrzenią dzięki otwarciu w górę, wprost na niebo.

Na spokojnym osiedlu podwarszawskiej miejscowości każdy dom jest zupełnie inny. Mozaika form i stylów. Nawet wśród bliźniaków trudno dostrzec rodzinne podobieństwo. Czy można się dopasować do chaosu? Skoro każdy buduje tak, jak mu się podoba,­ powinno się znaleźć miejsce i dla mojego poczucia estetyki – uznał inwestor i architekt w jednej osobie, Janusz Wróbel.
Działka, którą kupił, była przeznaczona pod zabudowę bliźniaczą. Nowy dom należało dobudować do stojącego obok budynku. Realizacja lustrzanego odbicia tego samego projektu nie wchodziła w grę, bo inwestorzy mieli zupełnie odmienne potrzeby funkcjonalne. Pozostał dylemat, czy i do jakiego stopnia nawiązać do architektury brata bliźniaka. Powszechny obyczaj i panujący w okolicy duch różnorodności nie skłaniał do podejmowania wysiłków w tym kierunku. Skończyło się więc na zachowaniu tej samej wysokości i podobnych wymiarów zewnętrznych.


W efekcie powstał dom, który jest zaprzeczeniem idei bliźniaka jako budynku tworzącego jedną architektoniczną całość. Zetknięcie obu segmentów jest właściwie zderzeniem. Nowy dom ma nie tylko bezkompromisowo nowoczesny wygląd, ale i bardzo silnie zaakcentowane granice. Z jednej strony podkreśla to ścianka attykowa oraz wysunięcie frontowej elewacji, z drugiej – przedłużona boczna ściana, która wyraźnie odgradza obszar uznany za własny. Na tle całego otoczenia dom się wyróżnia materiałem i kolorem elewacji oraz prostą, zamkniętą formą prostokątnego pudełka. Paradoksalnie jednak to nietypowe pół bliźniaka ma więcej niż sąsiedzi wspólnego z historią i oryginalnym charakterem miejsca – podwarszawskich Włoch. Wyraźnym rysem tej miejscowości, która w okresie międzywojennym rozwijała się jako miasto-ogród, była ceglana architektura powstających wówczas modernistycznych kamienic i willi. Dom Janusza Wróbla nawiązuje do tej architektury nawet kolorem elewacji.

Łapacz światła
Kształt działki skazywał budynek na typowe „szeregowe” proporcje: musiał być wąski, długi i wysoki. Do tego jedna boczna ściana bez okien, druga – blisko sąsiedniego budynku. Na duże okna można było liczyć tylko w elewacji ogrodowej, bo frontowa jest skierowana na północ. W tych warunkach potrzeba przestrzennego, otwartego i jasnego wnętrza wydawała się trudna do spełnienia. A jednak nawet w głębi domu nie doskwiera brak światła.
Pomysł architekta był bardzo prosty. Przez trzy kondygnacje domu biegnie szyb świetlny. Przekryta świetlikiem w dachu pustka o wymiarach 90 x 150 cm i wysoka na prawie 7 m wprowadza promienie słońca do wnętrza domu. Padające z góry światło rozjaśnia stół w jadalni na parterze, przez ściany z luksferów przedostaje się do łazienek na wyższych kondygnacjach. Dzięki temu również pomieszczenia oddalone od ścian zewnętrznych mają naturalne oświetlenie. Architekt przyznaje, że wcale nie był pewny, czy efekt spełni oczekiwania, czy właściwie dobrał wielkość otworu, czy światła wystarczy. Ale udało się. Jest naprawdę jasno, a dzięki rozświetleniu wąskiego parteru powstało wrażenie większej przestrzeni.
Światło wpuszczane przez świetlik i filtrowane przez grube szkło pustaków ma szczególny urok. Nigdy nie jest jaskrawe. Przenika miękko, nadaje wnętrzom przytulny charakter. Źródło światła pozostaje tajemnicze – przezroczysta przegroda oświetla łagodnie hol, w łazience świeci cała ściana.
Warto zauważyć, że luksfery nigdzie nie są zastosowane jako dekoracja – mają przede wszystkim doświetlać wnętrze. Jednak zbudowane z nich przeszklone płaszczyzny, fragmenty ścian i ścianki wyglądają wyjątkowo pięknie. Sekret elegancji polega na systemie ich łączenia. Nie są murowane, lecz łączone bez zaprawy za pomocą niewidocznych profili i mocowane w aluminiowych ramach (system Steckfix). Nie ma więc charakterystycznych grubych fug. Przeszklona płaszczyzna jest jednolita, pozbawiona widocznych podziałów i znakomicie przepuszcza światło.

Po schodach
Dom ma piwnicę oraz trzy kondygnacje mieszkalne. Mieszkańcy musieli polubić poruszanie się po schodach. Za to prawie nie ma korytarzy. Parter jest otwartą przestrzenią. Całą szerokość domu od frontu zajmuje kuchnia ze spiżarnią. W centrum są jadalnia i hol przedzielone tylko ścianą z luksferów. Salon usytuowany od strony ogrodu jest jasną, wysoką przestrzenią. Wymiary salonu architekt ustalał intuicyjnie, kierując się doświadczeniem poprzedniego mieszkania. Nie jest bardzo duży – 24 m², ale przestrzeni dodaje mu światło i połączenie z drugą kondygnacją.
Otwarty hol piętra tworzy zawieszoną nad nim antresolę. To miejsce, przyjemne ze względu na naturalne światło i dużą przestrzeń, jest domową pracownią rodziców. Cała druga kondygnacja należy do nich – z antresoli jest wejście do oddzielonych drzwiami garderoby, łazienki i sypialni.
Drugie piętro to przestrzeń trojga dzieci – pokój syna i apartament panieński dwóch dziewczynek składający się z sypialni i wspólnej garderoby. Nigdzie nie czuje się braku światła i przestrzeni. Nawet schody, zamknięte w klatce schodowej o wyłącznie komunikacyjnej funkcji, są jasne dzięki prześwitom z luksferów. Bo luksfery zastosowano także w ścianach zewnętrznych. Zestawione w większą płaszczyznę powiększają okno w kuchni, umieszczone punktowo w elewacji ogrodowej urozmaicają światło na antresoli i w salonie.

Siła spokoju i proste pomysły
Za pomocą prostych środków i zwyczajnych, niewyszukanych materiałów urządzono pełne spokoju, ale interesujące wnętrze. Sercem i duszą domu jest salon z wyjściem na taras, widokami na kuchnię, jadalnię, wejście. To, że cały parter jest otwarty, że widoczne są jednocześnie przeciwległe okna i ściany zewnętrzne, daje mieszkańcom prawdziwy komfort przestrzenny. Takie rozwiązanie wymaga jednak starannego urządzenia wnętrza. W tym domu się to udało: dzięki spokojnym kolorom i formom dominuje wrażenie harmonii. Białe ściany, przezroczystość luksferów, szare okna, jasne drewno na podłodze tworzą stonowane, sympatyczne tło. Spokojną atmosferę ożywia błękit – niebieskie szafki w kuchni, niebieskie płytki na podłodze. Intensywny żółty kolor rozgrzewa łazienki – farbą pomalowane są fragmenty ścian.
W salonie delikatnie niebieszczy się także strop. Betonowy sufit nie został wykończony tynkiem. Odsłania odbitą strukturę zwykłych sosnowych desek szalunkowych. Architekt nawet nie przypilnował szczególnie wykonania, bo nie chodziło mu o efekt szlachetnych powierzchni betonu­ architektonicznego spotykanych w prestiżowych realizacjach. Tutaj nieco przypadkowe efekty i brak precyzji zostały przyjęte „z dobrodziejstwem inwentarza” i zaakceptowane. Wykończenie sufitów polegało na zagruntowaniu ich i pomalowaniu zwykłą farbą. Wybór niebieskiego odcienia był szczęśliwy – odróżnia się od bieli ścian, jest dobrze dobrany do chłodnej kolorystyki całego wnętrza, a zarazem w tajemniczy sposób nadaje surowej powierzchni nowy wygląd – sprawia, że beton jest niemal świetlisty. Właściciele przyznają, że sufit w salonie budzi skrajne reakcje. Niechętnych starają się przekonać, mówiąc, że zaoszczędzili na położeniu tynków.
Nie mają też tradycyjnych parapetów. Wnęki okienne pomalowane są tylko farbami o podwyższonej odporności na wilgoć.
Mocnym akcentem wnętrza jest oryginalny kominek w ekranie z surowej stali. Stal zamówiona w hucie miała być w pierwotnym zamyśle pomalowana lakierem samochodowym. Jednak kiedy dostarczono i zamontowano wielką płytę nieszlifowanego metalu z odpryskami, zarysowaniami, rdzą na brzegach i przebarwieniami, właścicielom spodobała się jej naturalna powierzchnia. Ta surowość ma w sobie energię i ciepło. Może dzięki takim akcentom wnętrze domu nie jest zbyt gładkie ani nudne. Wyrazisty detal, mocne akcenty koloru czy gruba faktura sufitu dodają mu charakteru.
Nowy dom między starszymi o kilka lat sąsiednimi budynkami zwraca na siebie uwagę. Zaciekawia jego ascetyczna, wyrazista forma, płaski dach, szare ceglane elewacje. Nie ulega wątpliwości, że to dom z charakterem. Z zewnątrz może się wydawać nawet nieco niedostępny. Ale nie dajmy się temu zwieść. Ta nowoczesna twierdza jest pełna światła.


Nietypowy bliźniak: prosta bryła i szare elewacje nowego domu kontrastują z najbliższym sąsiedztwem. Na budowę w tej formie architekt uzyskał zgodę właściciela drugiej połowy bliźniaka.

Jadalnia usytuowana w głębi domu na parterze oświetlona jest naturalnym światłem padającym z góry. Pustka doświetlająca wypada nad stołem. Stąd przez ścianę z luksferów światło przenika do holu.

Pustka biegnąca przez trzy kondygnacje domu wpuszcza słońce przez świetlik w dachu i sprowadza je w dół.

Ze świetlnego szybu przez ścianę z luksferów światło przedostaje się do łazienki na piętrze. Efekt jest znakomity.

Okno na wysokości piętra oświetla jednocześnie salon i antresolę.

Widok z salonu w stronę jadalni i kuchni. Jedyne zamknięte pomieszczenia na parterze to WC i spiżarnia. Dzięki połączeniu widokowemu z drugą kondygnacją wnętrze jeszcze zyskuje na przestronności.

Luksfery w ścianie zewnętrznej oświetlają klatkę schodową. Wszystkie pomieszczenia w domu mają dostęp do naturalnego światła.

Okno na wysokości piętra oświetla jednocześnie salon i antresolę.

Piętro, czyli domena gospodarzy domu, z rodzinną pracownią w otwartym holu.



Popularne posty z tego bloga

Drewniany balkon

Niemcy. Własny dom w Unii

Jak zrobić .Czapka kominowa.