Certyfikat made in Poland


Choć wciąż dokładnie nie wiadomo, jak będą wyglądały certyfikaty energetyczne polskich budynków, jedno jest pewne - Polsce potrzebny jest system charakterystyki energetycznej budynków uwzględniający zapisy unijnej dyrektywy.

Nasz krajowy system oceny energetycznej budynków i świadectw energetycznych miał być gotowy ponad rok temu. Wszystkie związane z nim normy i przepisy powinny być opublikowane do 4 stycznia 2006 roku, a świadectwa sukcesywnie wydawane dla kolejnych grup budynków, tak by od 2009 roku system w pełni funkcjonował. Tymczasem – mimo rocznego opóźnienia – wciąż jesteśmy równie daleko od przyjęcia ostatecznych rozwiązań jak kilka lat temu, gdy prace się rozpoczęły. O ile jednak nie wiadomo, jakie będą szczegółowe rozwiązania, bo te zależą od decyzji politycznych i są przedmiotem prac rządu i Sejmu, o tyle z całą pewnością wiemy, jakie elementy znajdą się w systemie, ponieważ wynika to wprost z zapisów dyrektywy 2002/91 z 16.12.2002 w spra­wie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD). Dyrektywa ta została przyjęta 4 stycznia 2003 roku i miała być wdrożona we wszystkich krajach UE, z zachowaniem trzyletniego okresu przejściowego. Oznacza to, że powinna była wejść w życie we wszystkich krajach właśnie przed rokiem.

Polski dom energooszczędny wybudowany w najzimniejszym północno-wschodnim regionie naszego kraju.
Autor: Wiesława Sarosieka

Co musi zawierać polski system
Podstawowym, uzgodnionym celem dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków jest systematyczne zmniejszanie zużycia energii wykorzystywanej do ogrzewania domów, z zachowaniem – a nawet poprawą – komfortu ich użytkowania. W dyrektywie wymieniono działania, których realizacja może doprowadzić do upowszechnienia informacji o zużyciu energii przez konkretne budynki. Określenie przez poszczególne kraje minimalnych akceptowanych poziomów energochłonności budynków to podstawa do stworzenia i wykorzystania tego samego mechanizmu, który skutecznie doprowadził do zmniejszenia zapotrzebowania na energię przez AGD i zmniejszenia zużycia paliw przez samochody. Dostarczając użytkownikom budynków rzetelnej informacji o zużyciu energii i możliwościach jej zaoszczędzenia – wybór pozostawia się ich świadomej decyzji. Nie narzuca się nikomu najbardziej energooszczędnych rozwiązań, jedynie informuje o jakości energetycznej domów i ewentualnych możliwościach jej poprawy.
Dyrektywa w sprawie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD) zobowiązuje kraje Unii do:
- wprowadzenia minimalnych wymagań efektywności energetycznej dla budynków, uwzględniających całe zapotrzebowanie na energię zużywaną na ogrzewanie i chłodzenie, przygotowanie ciepłej wody oraz, w przypadku budynków użyteczności publicznej, na oświetlenie. Zobowiązuje też do objęcia tymi wymaganiami nowo budowanych domów oraz dużych budynków istniejących, poddawanych znaczącej modernizacji, a także do weryfikowania minimalnych wymagań nie rzadziej niż co pięć lat;
- ustanowienia systemu wydawania świadectw energetycznych dla budynków wraz z wprowadzeniem obowiązku wystawienia takiego świadectwa wszystkim budynkom (lokalom) będącym przedmiotem obrotu, czyli w chwili ich wznoszenia (zasiedlania), kupna, sprzedaży, wynajmu;
- przeprowadzania systematycznej kontroli kotłów i systemów klimatyzacji w budynkach pod kątem ich energochłonności;
- wprowadzenia obowiązku umieszczania w widocznych miejscach świadectw energetycznych budynków zajmowanych przez władze, administrację, samorządy i instytucje świadczące usługi publiczne. Wymienione w punktach elementy muszą być uwzględnione w polskim systemie oceny energetycznej budynków. Tylko to wiemy na pewno. Ostateczne decyzje dotyczące szczegółowych rozwiązań zostaną podjęte przez Sejm i rząd. Można się spodziewać, że zostaną wykorzystane dotychczasowe doświadczenia oraz merytoryczne, techniczne propozycje przygotowane w trakcie kilkuletnich prac i dyskusji w ramach różnych grup i zespołów ekspertów. Dlatego warto się z nimi zapoznać.

Jaka może być klasa budynku
W jedynym kompleksowym projekcie oceny charakterystyki energetycznej budynków jako podstawę klasyfikacji przyjęto tak zwany wskaźnik zintegrowanej charakterystyki energetycznej, który można wyliczyć dla każdego obiektu. Charakteryzuje on standard energetyczny domu poprzez porównanie go z charakterystyką energetyczną identycznego budynku o parametrach spełniających aktualne minimalne wymagania energetyczne. Ten budynek o minimalnym standardzie nazywamy referencyjnym. Dla domu referencyjnego zużycie obliczeniowe jest równe zużyciu określonemu dla minimalnych wymagań wynikających z przepisów techniczno-budowlanych. Stąd wprost wynika, że jego wskaźnik zintegrowanej charakterystyki wynosi 1. Taki standard uznano za podstawowy i jednocześnie odpowiadający przeciętnej klasie D w siedmiostopniowej skali od A do G. Zastosowanie lepszych środków sprzyjających oszczędzaniu energii lub systemu grzewczego o parametrach korzystniejszych niż standardowe prowadzi do zmniejszenia wartości wskaźnika zintegrowanej charakterystyki i uzyskania przez budynek lepszej klasy – C, B aż do najwyższej A. Te lepsze środki to na przykład niższy niż określony w przepisach współczynnik przenikania ciepła U dla ścian, dachów lub podłóg (większa grubość izolacji), większa izolacyjność okien, wentylacja mechaniczna zamiast grawitacyjnej, kocioł kondensacyjny zamiast tradycyjnego czy zastosowanie odnawialnych źródeł energii. Gdyby budynek wykonano lub wyposażono gorzej niż według aktualnych standardowych wymagań, obliczone zapotrzebowanie na energię byłoby większe niż dla referencyjnego i w konsekwencji budynek uzyskałby klasę E, F lub G, czyli gorszą niż wyjściowa D.
Wprowadzenie opisanego przez ekspertów sposobu klasyfikowania budynków miałoby wiele wymiernych korzyści. Oto niektóre z nich:
- wszystkie budynki można byłoby oceniać według identycznej zasady;
- wskaźnik, a w konsekwencji i klasę energetyczną, dałoby się określić dla dowolnych budynków;
- wymagania i podział na poszczególne klasy można by określić, nie dysponując danymi porównawczymi o zużyciu energii w różnorodnych obiektach. W Polsce nie mamy bazy danych dla obiektów innych niż domy mieszkalne, bo dotychczas zapotrzebowanie na ciepło, zgodnie z warunkami technicznymi i dostępnymi Polskimi Normami, obliczano wyłącznie dla budynków mieszkalnych;
- przepisy dotyczące wymagań ochrony cieplnej i energooszczędności można by formułować za pomocą wymagań cząstkowych, poprzez limity dla wskaźników i charakterystyk powszechnie znanych i rozpoznawanych, prostych do obliczenia lub zastosowania i łatwiejszych do sprawdzenia (na przykład U dla przegród, okien);
- byłaby możliwość sprawdzenia, czy i jak przestrzegane są przepisy w zakresie zgodności projektów z wymaganiami i zgodności realizowanych obiektów z projektem.


Czy wyznaczać limity tylko dla energii
Pojawiają się czasem głosy za określaniem wymagań energooszczędności i klasyfikowania bezpośrednio na podstawie zapotrzebowania na energię lub jej kosztów obliczeniowych. Progi dla kolejnych klas stanowiłyby konkretne wartości liczbowe. Pomysł wydaje się atrakcyjny, nie uwzględnia jednak wielu praktycznych trudności, jakie wynikałyby z takiego podejścia. Przykładowo, trudno byłoby określić dopuszczalne wielkości dla różnych typów budynków, dla których nie dysponuje się aktualną bazą danych: szkoły, biura, szpitale, a należałoby to zrobić w momencie wdrażania przepisów. Nie byłoby wiadomo, na jakim poziomie ustalić progi i zakresy dla poszczególnych klas, aby na przykład wszystkie istniejące budynki nie znalazły się nagle w jednej. Trudniej byłoby sformułować racjonalne wymagania adekwatne do obecnego poziomu technologii i cen, odpowiednie dla poziomu rozwoju. Niełatwo byłoby też sprawdzać spełnienie wymagań, bo zawsze wymagałoby to kompleksowych obliczeń. Nieco łatwiej byłoby z budynkami mieszkalnymi, ale i tu pojawiłyby się problemy, zwłaszcza w przypadku budynków istniejących, poddawanych modernizacji. Ustanawianie całkowicie różnych systemów dla budynków mieszkalnych i niemieszkalnych byłoby natomiast niepotrzebnym komplikowaniem systemu, a poza tym trudno byłoby to uzasadnić, zwłaszcza że znane są dość częste przypadki zmiany sposobu użytkowania budynków lub różnego wykorzystywania poszczególnych części tego samego budynku. Idące jeszcze dalej wnioski dotyczące określania limitów dla kosztów ogrzewania zmuszałyby do uwzględniania w obliczeniach wielu danych cenowych pochodzących z prognoz. W dodatku ceny są różnicowane lokalnie. Tego typu dane ulegałyby szybko dezaktualizacji, a przecież świadectwo powinno wystarczyć na dziesięć lat.

Czy zaświadczaćo realnym zużyciuPrzedstawiane były również propozycje wystawiania świadectw nie na podstawie obliczeń, tylko zużycia. Ten wniosek jest bardzo dyskusyjny. Za propozycją stała niewątpliwie chęć zmniejszenia kosztu dla właściciela ocenianego obiektu, wystarczyłoby­ bowiem spisać wszystkie rachunki za dostarczoną energię i zakupione paliwo za ostatnich parę lat i wynik byłby gotowy. Czy jednak na pewno? Pojawia się parę istotnych pytań. Jeżeli kilka ostatnich zim było łagodnych? A może mieszkańców w zimie nie było w domu, bo spędzali ten czas gdzie indziej i mieszkanie było ogrzewane na poziomie minimalnym? Mogło się również zdarzyć, że właściciel domu jednorodzinnego z instalacjami na olej opałowy ogrzewał dom głównie drewnem spalanym w kominku. W każdym z wyżej wymienionych przypadków potencjalny zainteresowany kupnem czy wynajmem, a więc człowiek, któremu należy się rzetelna informacja o spodziewanych kosztach ogrzewania, zostanie wprowadzony w błąd. Kilkaset złotych zaoszczędzone przez poprzedniego właściciela narazi kolejnego na wielokrotnie większe straty. Nie możemy również zapominać, że wartości obliczeniowe odnoszą się do standardowego sezonu grzewczego oraz normatywnej temperatury wnętrz i nie uwzględniają bardzo istotnych w praktyce czynników związanych ze sposobem eksploatacji budynku. Jest tu pełna analogia do zużycia paliwa przez samochody. Nawet na tej samej drodze dwóch kierowców o różnym stylu jazdy – jeden jeżdżący bardzo dynamicznie i drugi spokojniejszy – uzyska wyniki znacznie się różniące. Dlatego ocena budynków na podstawie obliczeń przy standardowej eksploatacji jest bardziej racjonalna, bo skupia się na właściwościach samego obiektu, jego możliwościach oszczędzania energii, a sposób ich wykorzystania pozostawia w gestii użytkowników.

Kto ma zarządzać systemem
Kolejne dyskutowane i wymagające podjęcia decyzji zagadnienia były związane głównie z tym, kto będzie mógł wystawiać świadectwo energetyczne, kto utworzy bazę świadectw, jaka będzie jej dostępność, kto będzie sprawował nadzór nad systemem. Wciąż możliwe są różne rozwiązania. Jedno wydaje się pewne. Jeżeli świadectwa mają być rzetelne i wiarygodne, system musi zagwarantować profesjonalne oceny energetyczne. Upoważnieni do wydawania świadectw powinni potwierdzić swoje kwalifikacje, zdając państwowy egzamin, i być gotowi do okresowej weryfikacji kompetencji. Możliwość wydawania świadectw powinna być dostępna absolwentom budowlanych i pokrewnych kierunków studiów, a nie uzależniona od przynależności do korporacji zawodowej. Warunkiem decydującym powinien być właśnie zdany egzamin potwierdzający wiedzę kandydata. W polskich warunkach jest to niezbędne, ponieważ – w odróżnieniu od krajów, które w większym stopniu dopuszczają czynnych projektantów do wystawiania świadectw – u nas na wydziałach architektury i budownictwa wciąż jeszcze nie kształci się systemowo fachowców w dziedzinie budowlanych rozwiązań energooszczędnych. Fizyka cieplna jest standardowo wykładana w minimalnym wymiarze godzin i tylko na kilku politechnikach poświęca się tym zagadnieniom więcej czasu, a studenci wykonują praktyczne ćwiczenia i projekty. Konsekwencją takiego stanu jest powszechny brak w projektach obliczeń z zakresu ochrony cieplnej, opisy są niepełne, brak rozwiązań detali. Dzieje się tak mimo wymagań przepisów określających zawartość i formę projektów budowlanych. Obszerne dane potwierdzające ten trwający od lat stan przedstawiał Instytut Techniki Budowlanej na podstawie systematycznie przeprowadzanych badań. Należałoby ustanowić jednolity system oceny kierowany i nadzorowany przez fachowców, najlepiej takich, którzy już zdążyli potwierdzić swoje kompetencje w tej dziedzinie, a nie debiutantów w branży energooszczędnego budownictwa. Powinna być jedna baza świadectw. Najlepiej, gdyby była ona prowadzona, a co najmniej nadzorowana, przez ministerstwo odpowiedzialne za budownictwo. Dane uzyskiwane ze świadectw energetycznych mogą się stać nieocenioną pomocą przy planowaniu nie tylko polityki energetycznej, ale też różnych aspektów polityki budowlanej, mieszkaniowej, termomodernizacyjnej czy społecznej. Ponadto ministerialny nadzór można by połączyć z jakąś formą nadzoru społecznego (na przykład utworzyć radę do spraw energooszczędności w budownictwie przy ministrze budownictwa). Pozwalałoby to na szybkie wychwytywanie nieprawidłowości i korekty w systemie. Potrzebna byłaby również wyrywkowa kontrola poprawności wydanych świadectw prowadzona w ramach systemu, która byłaby dodatkową motywacją do przestrzegania wszelkich standardów przy wystawianiu świadectw.

Trudno przecenić użyteczność i przydatność informacji, które zawierałyby świadectwa energetyczne. Są one wręcz niezbędne do podejmowania dobrych decyzji inwestycyjno-termomodernizacyj­nych, ich efektem mogą być wymierne oszczędności. Wówczas wydatek kilkuset czy tysiąca kilkuset złotych na świadectwo energetyczne zwróci się wielokrotnie i zostanie przyjęty ze zrozumieniem. Jeżeli jednak w ramach tworzonego systemu dopuszczono by powierzchowną ocenę i wydawanie lub potwierdzanie formalnych, lecz niepotrzebnych danych przez niekompetentnych w dziedzinie energooszczędności doradców, świadectwa mogłyby się stać jeszcze jednym biurokratycznym utrudnieniem i zbytecznym kosztem. Tego za wszelką cenę trzeba uniknąć, koncentrując się na pozytywnym wymiarze wprowadzanych zmian. Gdyby wyraźnie, choć realistycznie, zostały podwyższone minimalne wymagania dotyczące energooszczędności budynków w stosunku do obowiązujących od 1997 roku (przy czym większość z nich pochodzi jeszcze z 1991 roku, gdy dostępność technologii, materiałów, kredytów, a w końcu i ceny energii były kompletnie inne), wdrożenie w Polsce dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków mogłoby się z czasem przyczynić do zmniejszenia obciążeń naszych domowych budżetów kosztami eksploatacji domów. Wówczas mógłby się polepszyć standard i zwiększyć powierzchnia domów, zgodnie z naszymi aspiracjami i oczekiwaniami, bez niepotrzebnego i nadmiernego zwiększania finansowych obciążeń gospodarstw. Zbyt piękne? Może jednak okazać się prawdziwe. Wystarczy przecież tylko trochę wiedzy, odrobina wyobraźni i wola dokonania zmian w przeszłej polityce u odpowiedzialnych za polskie budownictwo, energetykę, przyszłość. Stąd optymizm!

Instrukcja obsługi DyrektywyDyrektywy są aktami prawnymi UE wydawanymi w sprawach, w których kraje porozumiały się co do potrzeby realizacji pewnych wspólnych celów. Unia nie chce narzucać sposobów ich osiągania, uznając, że każdy kraj może to robić na swój sposób, najlepiej wykorzystując własne doświadczenia, struktury, praktykę i możliwości. Dlatego dyrektywy nie zawierają regulacji, które można stosować bezpośrednio. Przedstawiają założone cele, terminy i w tym zakresie są wiążące dla państw członkowskich, pozostawiając im pełną swobodę wyboru drogi i metod realizacji. W Polsce najczęściej stosowanym sposobem na wdrożenie dyrektywy jest przyjęcie odpowiedniej ustawy wraz z towarzyszącymi jej przepisami wykonawczymi.

Świadectwo po wprowadzeniu klasyfikacjiJedną z propozycji jest świadectwo o treści spełniającej różne oczekiwania różnych grup odbiorców. Jest to autorska propozycja zespołu dr. Aleksandra Panka z Narodowej Agencji Poszanowania Energii. Mało zainteresowanym wystarczy rzut oka na pierwszą stronę i stwierdzenie, jaką klasę uzyskuje budynek. A – jest świetnie; D – tak sobie, ale przyzwoicie; wszystkie dalsze: E, F, G – oznaczają budynek poniżej współczesnego standardu, a więc albo kosztowny w eksploatacji, albo wymagający nakładów, aby ten stan zmienić. Bardziej dociekliwi na kolejnych stronach znajdą obliczeniowe zapotrzebowania na energię wyrażone w liczbach bezwzględnych, porównania ­do budynku referencyjnego, podpowiedzi możliwych usprawnień – dobre dane wyjściowe do dalszych przemyśleń i decyzji.

Strona 1 Identyfikacja budynku, zintegrowany wskaźnik charakterystyki energetycznej i odpowiadająca jej klasa pokazana na tle całej skali od A do G.


Strona 2 Charakterystyka techniczno-użytkowa: kubatura, powierzchnia ogrzewana, współczynniki przenikania ciepła U wszystkich elementów przegród zewnętrznych: ścian, dachów, okien, drzwi, system ogrzewania i przygotowywania ciepłej wody użytkowej.


Strona 3 Charakterystyka energetyczna budynku: wszystkie wskaźniki cząstkowe w zestawieniu z charakterystyką i tymi samymi wskaźnikami cząstkowymi dla budynku referencyjnego (współczynniki przenikania ciepła U dla przegród zewnętrznych; instalacja centralnego ogrzewania – paliwo, kocioł, sprawność systemu grzewczego; instalacja ciepłej wody – paliwo, sposób podgrzewania, wydajność; ocena zużycia energii na c.o. i c.w.u.).


Strona 4 Uwagi dotyczące możliwości zmniej- szenia zużycia energii: - związane ze sposobem eksploatacji, czyli nie- wymagające żadnych nakładów; - dzięki termomodernizacji. Nie przewiduje się dokładniejszych obliczeń (koszty, czas zwrotu), wychodząc z założenia, że w praktyce jest możliwych zbyt wiele wariantów technologicznych, organizacyjnych przy bardzo zróżnicowanym zakresie cen. Ponadto w ciągu dziesięciu lat, a tak długo będą ważne certyfikaty, może nastąpić duża zmiana oferty rynkowej. Jednak samo wyliczenie i wskazanie konkretnych usprawnień byłoby inspiracją dla właścicieli i wskazałoby im możliwe obszary działania.

Polska energooszczędnośćSą możliwości ekonomicznego oszczędzania, nie tylko za granicą, lecz również w Polsce, i to niezależnie od rodzaju budynku. Wykorzystują je na razie tylko najlepiej poinformowani i przedsiębiorczy inwestorzy. W domu o powierzchni 177 m² wybudowanym kilka lat temu zastosowano ponadprzepisowe środki, dzięki którym możliwe jest oszczędzanie energii. Zdecydowano się na zrobienie dodatkowej izolacji cieplnej ścian, dachu i podłóg oraz zamontowanie lepszych okien i wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła. Koszt tych ulepszeń to około 9900 zł, ale dzięki nim obliczeniowe zapotrzebowanie na energię potrzebną do ogrzewania wyniosło 36 kWh/(m²·rok). Rzeczywiste zużycie okazało się zbliżone i wyniosło średnio 34,2 kWh/(m²·rok), a po uwzględnienu wentylacji – 36,4 kWh/(m²·rok). W przeliczeniu na kubaturę oznacza to zapotrzebowanie na energię 10,56 kWh/(m³·rok), a więc prawie trzy razy mniejsze, niż wymagają przepisy. Dla tego konkretnego domu graniczny wskaźnik E wynosi bowiem 33,93 kWh/(m³·rok). Nakłady poniesione na lepszą efektywność energetyczną zwróciły się po niespełna trzech sezonach grzewczych. Trudno byłoby znaleźć inną równie atrakcyjną inwestycję. O ilu więcej inwestorów, mieszkańców, administratorów podjęłoby podobne decyzje, gdyby mieli świadomość stanu energetycznego swoich – projektowanych lub istniejących – domów i możliwych do osiągnięcia korzyści z inwestycji w efektywność energetyczną? Potwierdzają to doświadczenia z regionów i krajów, które już zastosowały u siebie kompleksowe rozwiązania.

.

Poznaj swoją przyszłość

Jedna z najlepszych wróżek w Polsce Wróżka Mira Elżbieta Sobczyk odpowiada na pytania na swoim Facebooku  lub przez e-mail. Problemy ze zdrowiem lub w sprawach "miłosnych" ? A może interesują Cię kwestie finansowe?  Sprawdź swoją przyszłość. Jej odpowiedzi pomogły już tysiącom ludzi w Polsce. Można się z nią skontaktować Jej profil na Facebooku lub http://twojawrozka24.pl
Podobne posty