Moda w budownictwie


Choć budownictwo to nie show-business, i tu zdarzają się prawdziwe przeboje. Po burzliwych naradach wybraliśmy 25 hitów ostatnich 25 lat. Przed państwem produkty, które naszym zdaniem odniosły największy sukces i odmieniły oblicze polskiego budownictwa.

Apetyt na płyty. Płyty gipsowo-kartonowe wynalazł w 1894 r. Amerykanin August Socket. Do Europy trafiły 20 lat później, a w latach 40., podczas odbudowy zniszczeń wojennych, zaczęto je stosować na masową skalę. W Polsce pierwsze płyty gipsowo-kartonowe wyprodukowano pod koniec lat 50., jednak ich niska jakość zniechęcała potencjalnych klientów. Wróciły pod koniec lat 80. Gdyby jednak wtedy ktoś mi powiedział, że zaczną dorównywać popularnością zwykłym tynkom, popukałbym się w czoło. Cóż, na początku kosztowały fortunę i były towarem luksusowym. Dziś cztery firmy w pocie czoła usiłują zaspokoić apetyt budujących i remontujących. Płyty królują na poddaszach, opanowały świat lekkiej zabudowy, stają na baczność, by osłaniać krzywe mury. Co ważne – pokochali je wykonawcy, bo dzięki nim szybciej im się pracuje i mogą obsłużyć więcej klientów.


Autor: KALBAR

Puzzle z piórami. Pod koniec lat 80. belgijska firma Unilin zaczęła lansować nowy rodzaj posadzek – panele laminowane. Na parkieciarzy padł blady strach. Te okropne panele wydawały się bowiem tak proste w montażu, że w zasadzie nie wymagały zatrudniania fachowców. Obawy były więc uzasadnione. Polacy z początku nieśmiało, a później coraz chętniej zaczęli kupować deski udające drewno. Sami też zabrali się do ich układania. Niedługo jednak okazało się, że panele to coś więcej niż puzzle do łączenia na wpust i wypust. Żeby nie pęczniały od wody, nie stukały pod nogami, nie uginały się, trzeba wiedzieć, jak je montować. Parkieciarzom wrócił dobry humor, bo odkryli dla siebie nowe pole do działania. Niedługo też do paneli laminowanych dołączyły panele drewniane, deski warstwowe oraz pokrewny im finish parkiet.


Autor: Mariusz Bykowski

Podbój poddaszy. W zielonej Jutlandii zamieszkałej przez nieskorych do niepotrzebnych ulepszeń Duńczyków narodził się skromny pomysł, który otworzył drogę na poddasza. Villum Kann Rasmussen, założyciel firmy Velux, zaprojektował pierwsze okno połaciowe, kierując się dewizą: „gdzie jest światło, tam jest życie”. Ułatwiło ono adaptacje na cele mieszkalne poddaszy funkcjonujących dotąd głównie jako zagracone stryszki. Na poddaszach miejsce kurzu, suszącej się bielizny i rupieci zajęły przestronne sypialnie, gabinety, biblioteki, pokoje dziecięce, pralnie i łazienki. Wszystko dzięki oknom, w które można było wyposażać nowe domy oraz wbudowywać je w istniejące już dachy.


Autor: Andrzej Szandomirski

Imitacja, nie parodia. Zanim Hindusi do spółki z Chińczykami wprowadzili ceny blachy stalowej w opętańczy galop, była ona dość tanim materiałem. Ci, których nie było stać na elegancką dachówkę ceramiczną, chcąc nie chcąc, wybierali pokrycie z płaskiej blachy ocynkowanej i z zazdrością spoglądali na dachy bogatszych obywateli. Aż wreszcie ktoś wpadł na pomysł, że gdy powlekaną blachę tu i tam się powygina, może całkiem nieźle udawać ceramiczną esówkę, i ruszyła produkcja blachodachówki. Stosując różne sztuczki, osiągnięto taki poziom imitacji, że nowe pokrycie na pierwszy rzut oka prawie się nie różni od pierwowzoru, a jest od niego lżejsze i szybsze w montażu. Jako jedna z pierwszych w Europie blachę powlekaną produkowała szwedzka firma SSAB Sweedish Steel. Zaczęło się to w roku 1969. Od 1978 r. również szwedzka firma Plannja zaczęła z powlekanej blachy wytwarzać arkusze blachodachówki. Od 1989 r. materiał ten zaczął docierać przez Bałtyk na nasze budowy.


Autor: Andrzej Szandomirski

Okno z gazem. Pojawienie się nowych, ciepłych okien najmilej wspominają chyba... grzybki pleśniowe. Gdy po latach narzekania na przeciągi mogliśmy wreszcie wymienić okna na szczelne, zapomnieliśmy o konieczności solidnego wentylowania wnętrz, a pleśń tylko na to czekała. Dziś wiemy już, do czego służy mikroszczelina lub nawiewnik. Możemy w pełni korzystać z dobrodziejstw, jakie przyniosły okna jednoramowe z zespolonymi szybami, między którymi uwięziono szlachetny gaz. Pierwsze okna z szybami hermetycznie zespolonymi pojawiły się pod koniec lat 50. U nas około dziesięć lat później eksperymenty z ich produkcją podjęła Huta Szkła Okiennego „Szczakowa”. Początek szerszego stosowania w budownictwie jednorodzinnym przypadł jednak dopiero na koniec lat 80. Dziś to już chleb powszedni.


Autor: Andrzej Szandomirski

Dach w pampersach. Póki poddasza były bezludne i przewiewne, nie było kłopotów z wilgocią. Przyszła ona wraz z człowiekiem, odkąd zaczął kolonizować obszar ukryty pod połaciami. Ocieplone, ogrzewane i zamieszkane poddasza wypełniły się parą, której trzeba było się jej jakoś pozbyć. Wentylacja nie zawsze wystarczała i wilgoć groziła wełnie ukrytej w połaciach. A gdy wełna jest mokra, to tak, jakby jej nie było. Wymyślono więc folię paroizolacyjną, by hamowała wnikanie pary w głąb dachu. Z drugiej strony zaatakowano folią paroprzepuszczalną, która umiała powstrzymać wodę opadową, a przy tym nie stwarzać bariery dla wilgoci, gdyby jakimś cudem dostała się do ocieplenia. Połacie miały odtąd sucho jak niemowlak w świeżej pieluszce. Choć folie dachowe firma Dörken produkowała już od 1961 r., nasze domy zyskały ten luksus dopiero na początku lat 90. Dziwnym trafem zbiegło się to w czasie z rozpowszechnieniem jednorazowych pieluch.


Autor: Mariusz Bykowski

Jest na to system. Firmom produkującym systemy ociepleń winni jesteśmy niski ukłon. To dzięki nim mniej płacimy za ogrzewanie i mniej zatruwamy środowisko, a jakby tego było mało, zawdzięczamy im też tanie i ładne elewacje. Ocieplanie ścian zewnętrznych metodą lekką mokrą zainaugurowała u nas w 1970 r. amerykańska firma Dryvit. Eksperyment przeprowadzono na budynku na ul. Przy Agorze 27 w Warszawie, który do dziś jest widocznym świadectwem trwałości systemu. Od eksperymentu do codzienności prowadziła jednak długa droga. Lekkie ocieplenie na linii firma-klient nastąpiło w 1991 r. i trwać będzie aż do przegrzania.


Autor: Mariusz Bykowski

Tynki z maszynki. Gdyby jednowarstwowe tynki gipsowe i nowoczes-ne agregaty do ich układania mieli gierkowscy budowniczowie, Polska Ludowa trwała by jeszcze pewnie na dobre. Agregaty do tynkowania przyśpieszają bowiem kilkakrotnie pracę. U nas są znane od lat 60., ale wykorzystywane były na dużych budowach do układania warstwowych tynków tradycyjnych, co również było pracochłonne. Teraz, gdy agregaty są mniejsze i znacznie tańsze, wozi je na pace niejedna tynkarska ekipa, która dzięki temu urządzeniu więcej czasu spędza w drodze niż na budowie.


Autor: Mariusz Bykowski

Ciepłe same w sobie. Ściany jednowarstwowe murował już Kazimierz Wielki. Co to były za ściany! Ponad metr grubości, solidne, z małymi okienkami. Do tego hektar lasu na tydzień grzania. Dzisiejsze ściany jednowarstwowe nie muszą być grubsze niż 0,5 m, aby zapewnić skuteczną ochronę przed ucieczką ciepła. Wznosi się je z betonu komórkowego, ceramiki poryzowanej lub keramzytobetonu.


Autor: Mariusz Bykowski

Łatwe zamieszanie. 25 lat temu przepis na zaprawę do płytek był skomplikowany i wymagał od majstra zachowania aptekarskiej dokładności w dozowaniu składników. Dziś skrócił się do prostego równania: worek + woda = klej. W pierwszych latach polskiego kapitalizmu drogocenne worki z zaprawą dowożono z Niemiec, wraz ze sprzętem RTV, meblami z wystawki i słodyczami. W 1991 r. w Łodzi kilku panów zamknęło się w garażu z betoniarką i siedziało tam tak długo, aż udało im się wykręcić polski klej do płytek. Tak powstała firma Atlas konkurująca dziś dzielnie z zachodnimi gigantami. Wybór klejów jest obecnie niemal równie duży jak wzorów płytek. Nie ma się więc co rozklejać, tylko korzystać z tego i kleić.


Autor: Mariusz Bykowski


Bruk XX   wieku. Odkąd nasze domy stały się piękniejsze, zaczęliśmy myśleć również o ich otoczeniu. Nawet najokazalsza willa będzie wyglądała dramatycznie, gdy podjazd i chodniki zrobi się z płyt chodnikowych podprowadzonych z sąsiedniej ulicy lub z betonu lanego z gruchy, o asfalcie nie wspominając. Od 1990 r. kilka polskich firm produkuje kostkę brukową z betonu. I co z tego, że to pomysł podpatrzony na Zachodzie, gdzie jest ona w sprzedaży od lat 60. Dzięki dostępności tego materiału wokół budynków nareszcie zrobiło się schludniej. Jedynie damy w butach na wysokich obcasach muszą uważać, by nie zwichnąć kostki na kostce.


Autor: Wiktor Greg

Proszę się rozsunąć  Budowlane mody przychodzą i odchodzą. Znudził się biały siding, parkiety układane w jodełkę, boazeria. A drzwi przesuwne, o dziwo, przyjęły się na dłużej. Może to kwestia wygody? Zajmują w końcu niewiele miejsca, mogą się nawet chować w ścianie. A może decyduje sprawa bezpieczeństwa? Każdy, kto oberwał otwieranym skrzydłem, wie, o czym myślę. Najpewniej jednak sekret tkwi w tym, że łatwo się otwierają i mogą być montowane nawet w bardzo szerokich otworach.


Autor: Michał Glinicki

Z pilotem pod płotem. Bramy wjazdowe lub garażowe są niezwykle wygodne, pod warunkiem że mamy dzieci, które będą je za każdym razem otwierać i zamykać. Kto jednak nie chce mieć na pieńku z TPD, powinien zainteresować się automatyką sterującą. Urządzenia te przez długi czas można było spotkać tylko w dużych obiektach magazynowych. Dopiero od połowy lat 90. napędy trafiły pod strzechy. Dziś, zwłaszcza w większych miastach, nie wypada już samemu mocować się z bramą a piloty od napędu i od autoalarmu stały się nierozłącznymi kompanami i jeszcze długo będą się nam mylić.


Autor: Andrzej Szandomirski

Żegnajcie, kurki.
Jedna zgrabna dźwignia zmieniająca płynnie siłę strumienia wody oraz jego temperaturę – oto cały sekret powodzenia baterii jednouchwytowych. Kręcenie kurkami okazało się mniej wygodne i – jak zauważyli specjaliści – mniej ekonomiczne. Zużywano w ten sposób więcej wody. Ale pokrętła nie odeszły do lamusa. Jeśli mają stylowy wygląd, ucieszą miłośników klasycznych wnętrz.


Autor: Michał Glinicki , Jacek Kucharczyk

Plastikowa alternatywa. Jeszcze pod koniec lat 70. używano rur z czarnej lub ocynkowanej stali. Ciężkich do noszenia, trudnych do cięcia, powoli, ale skutecznie zarastających kamieniem i zżeranych przez rdzę. Rury z PCW stosowano jedynie w wodociągach i kanalizacji, ale rzadko, ponieważ były drogie. Od początku lat 90. można w Polsce kupić sprzedawane przez firmę Aquatherm niemieckie rury wodociągowe i grzewcze z polipropylenu PP-R. Stosowane dziś chętnie rury wielowarstwowe z polietylenu sieciowanego i warstwy aluminium nie zrobiły od razu błyskawicznej kariery ze względu na wysoką cenę. Upowszechniły się w znacznej mierze za sprawą firmy Kisan, która jako jedna z pierwszych miała je w swojej ofercie. Wraz z pojawieniem się miękkich rur z tworzywa produkowanych w długich, formowanych w zwoje odcinkach karierę zaczął robić także inny sposób prowadzenia instalacji c.o. Dzisiaj przeważnie układa się ją w warstwach podłogi w tak zwanym systemie rozdzielaczowym (od rozdzielacza do grzejnika i z powrotem).


Autor: Wiktor Greg

Tylko się powiesić. W 1977 r. szwajcarska firma Geberit wpadła na pomysł, jak inaczej mocować miski ustępowe, bidety oraz umywalki. Zamiast przykręcania do podłogi zaproponowano zawieszenie ich na stelażu przytwierdzonym do ściany i zabudowanym. Strzał w dziesiątkę – powiedzieli ci, którzy wiedzą, ile kłopotów sprawiało dotychczas utrzymywanie podłogi w czystości. Gdy jest stelaż, mop nie musi robić wiraży wokół urządzeń sanitarnych, bo unoszą się one ponad posadzką. U nas stelaże, tak jak większość nowoczesnych urządzeń sanitarnych, pojawiły się po mniej więcej 15 latach od światowej premiery.


Autor: Andrzej Szandomirski

Ogień w klatce. Ogień to żywioł, nad którym staramy się panować. W dawnych kominkach palenisko było otwarte. Wystarczyła jedna iskra, by zajęła się drewniana podłoga i dom przeistoczył w ruinę. Wkład kominkowy to obudowa pale­niska z zamykaną szybą. Drewno płonie wewnątrz, a my i tak widzimy taniec języków ognia. Jest bezpieczniej, 80% ciepła zostaje w domu (w tradycyjnych tylko 10-15%), a gdy komi­nek połączy się z instalacją grzewczą lub wyposaży w system DGP, można ogrzewać cały dom. Oferowane dziś wkłady kominkowe są w stanie wytworzyć ciepło potrzebne do ogrzania domu o kubaturze 400 m³.


Autor: Andrzej T. Papliński

Kominy w paczce. Przybyły do nas w ślad za kotłami gazowymi i olejowymi. W odróżnieniu od tradycyjnych, dobrych do paliw stałych, systemowe współpracują ze wszystkimi rodzajami urządzeń grzewczych. Zawdzięczają to wkładowi stalowemu lub ceramicznemu, odpornemu na kwaśne skropliny. Łatwo się je montuje z gotowych elementów, czy to podczas budowy domu, czy remontu (jeśli nie da się w środku, można także na zewnątrz domu). W komplecie brak tylko świerszcza, żeby grał w kominie.


Autor: Andrzej Szandomirski

Grzeje i podgrzewa. Pierwszy wiszący kocioł dwufunkcyjny wyprodukowała w 1963 r. firma Saunier Duval. W odróżnieniu od tradycyjnych, oprócz produkowania ciepła podgrzewa on też wodę płynącą do kranów. W Polsce takie kotły pojawiły się pod koniec lat 80. za sprawą czeskiej firmy Mora. Niedługo potem, w 1992 r., mogliśmy już kupić kotły dwufunkcyjne dwóch niemieckich marek: Vaillanta oraz – znanego z podgrzewaczy do wody jeszcze przed II wojną światową – Junkersa. W 1994 r. dołączył do nich Viessmann. Oszczędni rodacy szybko odkryli, że takie urządzenia są nieduże, proste w instalacji oraz obsłudze i – co decydujące – kosztują mniej niż kocioł i podgrzewacz osobno.


Autor: Andrzej Szandomirski

Szybki sposób na dobre stopnie. We wczesnych latach 80. było nie do pomyślenia, żeby schody kupować jak palto – w sklepie, dobierając fason, materiał i rozmiar. Wisłą przetoczyły się hektolitry wody, zanim ten znany na Zachodzie produkt stał się dla nas osiągalny. Teraz nie potrzebujemy już betoniarek i worków z cementem. Schody przyjeżdżają na umówioną godzinę, zapakowane w kartoniki, a niekiedy nawet w całości – wraz z dźwigiem. A gdy się zniszczą – rozmontujemy i poślemy po następne.


Autor: Daniel Rumiancew

Drewno na dopingu. Kochamy drewno i chcemy, by trwało w ładnym stanie jak najdłużej. Nawet gdy zbudujemy z niego płot, altankę lub pergolę, o więźbie dachowej nie wspominając. Chyba jeszcze bardziej niż my drewno kochają grzyby i insekty. Żeby pozbyć się takich konkurentów, musimy użyć chemicznych podstępów. Gdy „Murator” jeszcze raczkował, jedną z możliwości było pokostowanie i lakierowanie drewna, by nie nasiąkało wodą i nie kruszało od słońca. Teraz drewno dociera do nas już po ciśnieniowej impregnacji. Nie musimy go nawet malować. Pasożyty zaś są zmuszone szukać szczęścia u mniej zapobiegliwych sąsiadów.


Autor: Wiktor Greg

Pogoda steruje za nas. Nie wychładzać i nie przegrzewać – taki stan wymaga ciągłego czuwania przy zaokiennym termometrze i regulatorze kotła. Szkoda czasu. Automat może to załatwić za nas. Sam sprawdzi, co słychać na zewnątrz, i dobierze temperaturę pomieszczeń do warunków pogodowych. Zmniejszy też temperaturę na noc lub ograniczy ją w pomieszczeniach aktualnie nieużytkowanych. Dzięki takiej automatyce zmniejszamy koszty ogrzewania i pozbywamy się kolejnego obowiązku, który zajmował naszą uwagę.


Autor: Mariusz Bykowski

Zastaw się, postaw się. To, że domy rosną wokół szybko jak ceny paliw, zawdzięczamy dostępności kredytów postępującej krok w krok za komercjalizacją rynku usług bankowych. Kredytów hipotecznych udziela już ponad 20 banków. Można dostać kredyt na 100, a nawet 130% wartości inwestycji (bez wkładu własnego – wystarczy go ubezpieczyć), a spłacać nawet 50 lat! Najpopularniejsze są kredyty we frankach szwajcarskich – bo pomimo ryzyka kursowego są ciągle najtańsze. We frankach czy w drachmach – spłacać trzeba. Spłacać i dbać o zdrowie, żeby po tych 50 latach móc z radością wznieść szampanem toast za koniec kredytowej drogi przez mękę.


Autor: Jacek Kuczyński

Sami robimy czystą. Ścieki to śmierdzący problem, z którym różnie sobie radzimy. Odkąd pamiętam, odprowadzano je do kanalizacji lub wywożono pojazdami o wdzięcznej nazwie szambodżet. Byli, są i będą tacy, co wolą ściek skierować prosto w glebę i udawać, że woda z własnej studni ma taki dziwny smak dzięki nadmiernej zawartości żelaza. A można mądrzej i bardziej „eko”, i bez comiesięcznych rachunków za wywóz nieczystości, czyli z pomocą przydomowej oczyszczalni. Pan „szambelan” będzie nas odwiedzał jedynie raz na dwa-trzy lata, aby wybrać pozostały po filtrowaniu osad.


Autor: Piotr Mastalerz

„Murator” – ratunek dla bezradnych inwestorów. Może to nieskromny wybór, ale mamy poparcie w liczbach, a one nie kłamią. Pojawiliśmy się jako pierwsze prywatne pismo w Polsce, mamy najwyższy nakład i najwyższą sprzedaż wśród pism o podobnej tematyce. Ale nie to jest najważniejsze, że my odnieśliśmy sukces. Wraz z nami sukces odnieśli bowiem inwestorzy, bo nauczyliśmy ich dokonywać trafnych wyborów, unikać naciągaczy, pilnować budowy, ulegać dobrym inspiracjom. Promowaliśmy produkty i rozwiązania, do znudzenia przypominając, jak je stosować. Oczyszczaliśmy więc rynek z różnych partaczy i naciągaczy, rosnąc i piękniejąc wraz z Waszymi domami.

Poznaj swoją przyszłość

Jedna z najlepszych wróżek w Polsce Wróżka Mira Elżbieta Sobczyk odpowiada na pytania na swoim Facebooku  lub przez e-mail. Problemy ze zdrowiem lub w sprawach "miłosnych" ? A może interesują Cię kwestie finansowe?  Sprawdź swoją przyszłość. Jej odpowiedzi pomogły już tysiącom ludzi w Polsce. Można się z nią skontaktować Jej profil na Facebooku lub http://twojawrozka24.pl
Podobne posty