Jak wygrać w sądzie.

Na pytanie, czy warto iść do sądu, odpowiedź jest tylko jedna: trzeba! Należy jednak koniecznie dodać: mądrze. Proces wygrywa się nie w sądzie, ale na budowie.

Trzeba, żeby oszust nie oszukał następnego klienta, partacz nie spaprał kolejnego domu, a złodziej nie czuł się bezkarny. To obowiązek można by rzec obywatelski, taki jak zapisanie numerów samochodu, którego kierowca potrącił staruszkę na pasach. Cóż, kiedy u nas kto buduje, ten wciąż ociera się o granice prawa: z VAT-em czy bez, legalnie czy na czarno?
Budujesz dom? - sam jesteś podejrzany.
Iść do sądu? Jest prawie pewne, że zajmie to nam lata i będzie drogo kosztować. A jednak trzeba, tylko mądrze.

Dogadujesz się z wykonawcą...

Z każdym wykonawcą musisz podpisać umowę. Umowa to podstawa! Nie potrzeba nam prawnika - sprawa jest zdroworozsądkowa. Chodzi o to, by spisać, co będzie wykonywane, w jakim terminie, za jaką cenę. W razie kłopotów sprawa sądowa będzie prosta, chociaż często potrzebna jest opinia biegłego (powołanego przez sąd), który stwierdzi, że umowa nie została wykonana i w jakim zakresie. Często wykonawcy pracują na czarno. Nie są nigdzie zarejestrowani, nie płacą podatków. Zatrudnianie takich ludzi łączy się ze sporym ryzykiem, szczególnie co do jakości pracy, nie jest to jednak przeszkodą w skarżeniu ich do sądu. To wykonawcy będą musieli tłumaczyć się przed właściwymi urzędami, nie my. Gdy powierzamy wykonawcy budowę całego domu lub znaczącego etapu, to, co spisane na kolanie, może nie wystarczyć. W grę wchodzą duże pieniądze, jakość robót będzie decydować o trwałości domu. Tutaj gramy o wielką stawkę.
Pamiętajmy, proces sądowy wygrywa się na budowie. Dlatego:
-  Zawsze należy uzyskać zapewnienie od wykonawcy, że ma wymagane prawem uprawnienia do prowadzenia inwestycji. Powinien pokazać dokumenty: wypis z ewidencji działalności gospodarczej lub w wypadku spółki - z odpowiedniego rejestru. Dane warto spisać.
- Należy dogadać się z wykonawcą i wpisać w umowie, w którym sądzie będziemy rozstrzygać spory. Jeśli strony się nie dogadają, to właściwy jest sąd miejsca zamieszkania (siedziby) pozwanego.
W Warszawie trzeba czekać na proces nawet 4 lata, w Skierniewicach 2-3 miesiące, a w Grodzisku Mazowieckim jeszcze krócej. By wybrać najmniej zapracowany sąd, najlepiej pytać w sekretariatach sądów rejonowych lub okręgowych (jeśli przedmiot sporu przekracza 30 tys. zł).  Nasze żądania wobec firmy koniecznie trzeba udokumentować - wysyłać listy polecone (przechowywać dowód ich nadania), żądać potwierdzenia odbioru korespondencji, robić zdjęcia. Nim pójdziemy do sądu, ważne jest pismo przedsądowe, czyli potwierdzone wezwanie do zapłaty albo naprawienia szkody. Służy to udokumentowaniu naszych bezskutecznych wystąpień. Zdarza się, że wykonawca na pierwszej rozprawie uznaje nasze roszczenia, a wtedy musimy pokryć koszty sprawy.

Zaczynają się problemy...
Napięcie rośnie. Już nie dogadujemy się z wykonawcą - znika, zaprzecza, odpiera zarzuty, a dom zbudował, że pożal się Boże. Czy już pora do sądu? Nie! Ideałem w tej sytuacji nie jest proces, lecz ugoda; nie wyrok skazujący, lecz powrót wykonawcy na budowę i poprawienie tego, co zepsuł.
Jak to zrobić? Na początek warto zwrócić się do znanej kancelarii prawniczej z prośbą o jednorazową usługę. Niech sformułuje pismo z naszymi żądaniami wobec wykonawcy czy producenta. Takie pismo będzie kosztować około 300 zł. Możemy dać prawnikowi obietnicę prowadzenia sprawy, gdyby doszło do procesu (to go zachęci do znalezienia dla nas czasu). Nagłówek kancelarii działa jak straszak. Niektórzy próbują innych metod wyegzekwowania umowy z wykonawcą. Grożą zawiadomieniem urzędu skarbowego (gdy firma nie wystawia rachunków). Nikt się nie boi policji, ale fiskusa - tak. Ostrzegają, że powiadomią Państwową Inspekcję Pracy, gdy firma zatrudnia pracowników na czarno. Albo - gdy wykonawca korzysta z kredytu - zamierzają zawiadomić bank, który może zażądać od firmy natychmiastowej spłaty kredytu. Nie są to metody czyste, ale na pewno często odnoszą skutek.

Pora do sądu...
Gdy nic nie dają rozmowy i namowy, gdy mamy pewność, że wyczerpaliśmy wszystkie możliwości ugodowego załatwienia sprawy - trzeba iść do sądu. Liczy się szybkość! Za pół roku nasz wykonawca może nie mieć już żadnego majątku. Dlatego: od razu w pozwie należy zawrzeć wniosek, by sąd wydał zarządzenie o zabezpieczeniu naszego roszczenia na majątku wykonawcy. Sprawa może trwać i 5 lat, będziemy spokojni - właściciel firmy nie będzie mógł sprzedać na przykład własnego domu, by uniknąć zapłacenia nam odszkodowania za poniesione szkody.
Już widok gmachu, gdzie ma zatriumfować sprawiedliwość, może przyprawić o drżenie rąk. Odwagi - mamy rację. Czy iść z prawnikiem? Niekoniecznie. Pozew możemy napisać sami. Przecież nasza sprawa jest prosta: przecieka dach, pękła ściana, ogrzewanie nie działa. Wina wykonawcy jest oczywista, po co więc od razu brać prawnika? Adwokat będzie dążył do sporu - z tego przecież żyje. Ideą zaś jest ciągle ugoda, nie konflikt. Korzystamy z kancelarii doraźnie, na przykład - jak mówiliśmy - by sformułować nasze żądania. Na stałe wynajmujemy adwokata, gdy pojawiają się zawiłości prawne albo sprawa nas przerasta.
Nie jest konieczne przedstawienie opinii naszych rzeczoznawców. Ekspertyzy kosztują, a sąd i tak powoła niezależnego biegłego z listy sądowej - jego ustalenia będzie brał pod uwagę przede wszystkim.
Wniesienie powództwa kosztuje. Trzeba też płacić za wszystkie wydatki sądu (biegli, opłaty kancelaryjne, oględziny) oraz własne (adwokat, rzeczoznawcy, utracony zarobek z tytułu dni straconych w sądzie). 
Proces wiąże się z rosnącymi kosztami. Jeśli wygramy, strona zwróci nam poniesione wydatki, w wielu roszczeniach nie są to jednak kwoty oprocentowane. Wydatki na kolejną ekspertyzę, adwokata wpędzają obie strony w pułapkę - jeśli wydaliśmy już na przykład 15 tys. zł, a mamy przekonanie o własnej racji, trudno się wycofać - wnosimy o kolejne ekspertyzy, a gdy wyrok jest niekorzystny, apelujemy. Gdy procesujemy się z dużą firmą, jej prawnicy często grają na zwłokę i zmęczenie - trzeba być przygotowanym na kolejne środki odwoławcze.
Warto na każdym etapie opanować nerwy i przypomnieć sobie generalną zasadę: ideałem jest ugoda. Konflikty też podlegają wolnemu rynkowi - można się targować, by uzyskać choć część z tego, co już straciliśmy.

Wysokość wpisów stosunkowych w sprawach cywilnich.

Zatrudniamy prawnika...

Umowa spisana na chłopski rozum ma tę zaletę, że nie ma w niej zawiłości prawnych. Zawiłości niestety często się pojawiają - pozwany próbuje odeprzeć nasze zarzuty, duże firmy mają swoich prawników. Wtedy potrzebny jest nam adwokat. Człowiek, który na sali rozpraw czuje się jak ryba w wodzie, który w odpowiednim momencie potrafi zapytać świadka wykonawcy: Na jakiej podstawie twierdzi pan, że dom mojego klienta jest tak dobrze zbudowany jak pana, zakładając, że jest zbudowany dobrze? A czy widział pan, jakie wbudowano drewno? Czy jest pan pewny, że ułożono paroizolację? - by nagle świadek odpowiadając: Nie, nie... - stwierdził, że i jego dom zbudowano równie źle, jak nasz.
Jak znaleźć prawnika? Najlepiej iść do sekretariatu sądu, zapytać. Prawnicy, jak lekarze, mają specjalizacje - samochodami zajmuje się X, rozwodami Y, a budowlanką mecenas Z. Jeśli nie mieszkamy w Warszawie czy innym dużym mieście, a procesujemy się z urzędem, nie warto brać adwokata z tej samej miejscowości. Taki prawnik zwykle nie chce narazić się urzędnikom. On przecież żyje w swoim środowisku. Raczej chybionym pomysłem jest korzystanie z prawników z tytułami doktora albo profesora.  
Jak się umawiać z prawnikiem? Nie jest korzystne płacić za każdą jego obecność na sali roz-
praw. To kosztuje od 50 do 150 zł. Najlepiej umawiać się na kwotę za całą sprawę, płatne po procesie. Wysokość kwoty zależy od wielkości przedmiotu sporu. Trzeba być przygotowanym, że prawnik, który ma wyrobioną pozycję, albo gdy sprawa jest zawiła, może za jej przyjęcie zażądać 2 razy więcej niż wynosi stawka minimalna.

Proces, proces...


Sędzia nie zna się na budowaniu, dlatego tak ważną rolę odgrywają biegli, ich opinia jest najważniejsza. Szkopuł w tym, że są to często specjaliści wykształceni w poprzedniej epoce, a w ostatnich 12 latach zmieniło się w budownictwie prawie wszystko. Kolejny biegły powoływany jest na koszt strony wnoszącej o ekspertyzę. Gdy opinie są różne - decyduje metoda, jaką stosował biegły. Jeden może mierzyć usytuowanie domu taśmą mierniczą, drugi laserem. Jeszcze jedno. Warto zgłosić w sądzie prośbę o zabezpieczenie dowodu. Nie wdajemy się w spór, co do istoty sprawy, ale uzyskujemy opinię biegłego, że na przykład dach przecieka, na ścianach jest grzyb albo że zapadła się podłoga. Po takiej procedurze możemy naprawić szkodę bez czekania na rozwój wydarzeń w sądzie.

Proces się kończy...

Sąd ogłasza wyrok pomyślny dla nas - sprawa była oczywista, a nasze roszczenie jest zabezpieczone na majątku pozwanego. Wygraliśmy. W końcu szliśmy do sądu ze stuprocentowym przekonaniem, że wygramy. Niepewność była jednak do końca. Bo gdy kupujemy telewizor, pralkę, samochód - oczekujemy, że przedmiot zakupu będzie sprawny na 100%. Dom ciągle nie jest dobrem na 100%. Sąd mógł uznać, że jego wada nie jest istotna. Tym razem przyznał nam rację.

Potyczki z wykonawcą - jak minimalizować ryzyko? (Beata Obłękowska-Zadrożna, radca prawny)

Wybór wykonawcy
Sprawdzaj, kogo zamierzasz zatrudnić: na jakich zasadach prawnych działa, czy rozmawia z nami osoba upoważniona. Może się okazać, że firma nie jest zarejestrowana, nie posiada żadnego majątku poza telefonem komórkowym. Często później nie ma kto naprawić usterki, nie można też odzyskać pieniędzy. Sąd zapyta: Kogo właściwie państwo zatrudnili?

Umowa
- Umowa powinna precyzować istotne dla inwestora kwestie. Z reguły najważniejsze dla niego są: zakres i jakość wykonanych prac, termin zakończenia budowy przewidzianego w umowie obiektu i wysokość wynagrodzenia wykonawcy. Budowa powinna być wykonywana w oparciu o dokumentację techniczną zatwierdzoną przez właściwe urzędy.
- Wykonawca powinien zobowiązać się pisemnie do wykonania obiektu zgodnie z załączonym projektem, zatwierdzonym w pozwoleniu na budowę, zasadami wiedzy technicznej, obowiązującymi Polskimi Normami, zachowaniem prawa i ze znawstwem.
- Jeśli materiały budowlane ma dostarczyć wykonawca, należy zaznaczyć, że powinny to być materiały o właściwościach użytkowych umożliwiających wykonanie przewidzianego w projekcie obiektu, spełniające wymagane normy (atesty, certyfikaty).
- Często w trakcie budowy zachodzi konieczność wykonania prac dodatkowych lub zamiennych albo zamiany materiałów. Czy te zmiany są objęte zakresem umowy? Można przyjąć, że przekroczenie na przykład o 10% wartości robót nie będzie wymagało aneksu do umowy, warunki umowy (terminy, płatność) pozostają bez zmian.
- Większe odstępstwa od umowy i uzupełnienia warto spisać w formie aneksu. Wtedy nie będzie wątpliwości co do zakresu zmian i okresu obowiązywania nowych ustaleń.
- Postęp prac i wszelkie zmiany należy potwierdzać w dzienniku budowy.
- Na zmiany świadczące o znaczących odstępstwach od projektu muszą wyrazić zgodę projektant (który zrobi nowy projekt lub aneks do projektu pierwotnego), właściwy urząd i inspektor nadzoru, w przeciwnym razie możemy narazić się na zarzut, że inwestycja zamieniła się w samowolę budowlaną. W ocenie, czy chodzi o znaczące zmiany, czy nie, może nam pomóc inspektor nadzoru.

Zapłata
Najwygodniejszą - z punktu widzenie interesów inwestora - formą wynagrodzenia jest wynagrodzenie ryczałtowe, czyli za całość prac w jednej sumie. Takie wynagrodzenie określa się z góry, nie prowadząc szczegółowej analizy kosztów inwestycji. Wykonawca nie może żądać później jego podwyższenia, a sąd przyjmie, że skoro podpisał umowę, wziął na siebie ryzyko. Raz ustalona cena jest święta.
Przy budowach bardziej skomplikowanych stosuje się wynagrodzenie kosztorysowe, ustalane na podstawie wstępnego zestawienia potrzebnych do wykonania materiałów i nakładów prac. Kosztorys ten nie ma charakteru wiążącego, zawiera orientacyjne przewidywane koszty. Znaczenie będzie miał dopiero kosztorys powykonawczy sporządzony po zakończeniu budowy. W wypadku tego systemu wartość wynagrodzenia może być wyższa lub niższa od zakładanego w kosztorysie wstępnym, ale jest bliższa rzeczywistym poniesionym kosztom.

Jakość
Ogromną rolę do spełnienia na budowie ma inspektor nadzoru. To on ma wychwycić błędy, on bierze odpowiedzialność za wykonanie prac zgodne ze sztuką. Najgorsza sytuacja w sądzie powstaje wtedy, gdy wykonawca broni się, mówiąc: Mieli państwo inspektora - był na budowie, i nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. Dlatego cały czas trzeba dbać o to, by ludzie, których zatrudniamy, byli świadomi odpowiedzialności, jaką na siebie biorą. Gdy dom jest źle zbudowany, warto rozważyć, czy nie podać do sądu również inspektora.

Cztery lata w sądzie
Marek Zdanowski: Mój pozew przeciwko firmie (o źle zbudowany dom) złożyłem w sądzie w czerwcu 1997 roku. By iść do sądu, nie wystarczy podejrzliwość - tę łatwo podważyć. Trzeba mieć argumenty. Ja zamówiłem siedem niezależnych opinii ekspertów z dziedziny budownictwa oraz wyceny nieruchomości. Opinie kosztowały od 2 do 5 tys. zł. Moim zdaniem takie ekspertyzy są potrzebne. Dla sądu, wychowanego w duchu PRL-u, kiedy nawet mieszkanie było nieosiągalnym dobrem, zarzut, że okno w salonie jest przesunięte o 30 cm, to... przejaw pieniactwa. Bez rzetelnych dowodów o winie wykonawcy, nasz dom - który stoi - jest dowodem przeciw nam! Rzeczoznawcy upewnili mnie w podejrzeniach, a prawnik sformułował roszczenie. Opieka prawna jest potrzebna. Kiedy człowiek staje przed gmachem sądu, czuje się zagubiony. Dobrze mieć za sobą fachowca, który uspokoi, który zna prawo i we właściwym momencie zada na sali rozpraw pytanie. Chodzi też o to, by uzmysłowić sądowi, jak skomplikowanym urządzeniem jest dom. Na przykład jeśli wadliwa wentylacja spowodowała wilgoć, rozwój grzybów i pleśni, to nie wystarczy zamalowanie takich miejsc. Trzeba poprawić wentylację, skuć tynk i położyć nowy - jeden błąd tworzy sekwencję prac, które należy wykonać, co kosztuje.
Proces trwa. Przez trzy i pół roku wysłuchiwano świadków - dziesięciu po mojej stronie i tylu samo po stronie wykonawcy. Wystarczyła usprawiedliwiona nieobecność adwokata strony przeciwnej albo nie podjęte wezwanie przez świadka, by sprawę odraczano. Psychicznie jest to wyniszczające. Żyje się sprawą, ciągle o tym mówi, temat powraca w rodzinie. Kto idzie do sądu powinien też wiedzieć, że proces jest kosztowny. Ja wydałem dotychczas około 40 tys. zł. Obie strony stają się zakładnikami sporu - przegrany płaci, rośnie więc determinacja, by wyrok był korzystny. Na pewno będą apelacje.
Żałuję, że w Polsce brak w takich sprawach opinii społecznej. W USA firmy budowlane unikają procesów - straciłyby image, ucierpiałby rynek budowlany. U nas walka inwestorów z nierzetelnymi wykonawcami toczy się w zaciszu sal sądowych - ich zwycięstwo nikogo nie interesuje; firmy wykonawcze są najczęściej anonimowe albo przeświadczone, że i tak znajdą kolejnych klientów.
4 lata temu stanąłem wobec polskiego sądu w całym jego majestacie. Miałem wiarę, że sąd rozstrzygnie spór na moją korzyść, z drugiej strony była wielka niewiadoma: ile to będzie trwało, ile kosztowało, ile pochłonie nerwów, jak moją postawę oceni środowisko. Dziś nie żałuję i nadal jestem przekonany, że nie ma alternatywy – trzeba iść do sądu. To element stałej walki, jaką każdy powinien toczyć o porządek w tym kraju.


Wisząca wbrew prawom ciążenia elewacja z cegły klinkierowej miała być ozdobą tego domu.
Autor: ARCHIWUM
Wyraźnie nie wyszło...
Autor: ARCHIWUM

Dziesięć centymetrów

W 1993 roku pani Ewa Listecka z Poznania sprzedała udział w swojej działce o pow. 1162 m2. I sprzedająca, i nabywcy, państwo Morawscy zamierzali budować dom - bliźniak. Urząd Miasta uzależnił wydanie pozwolenia na budowę od podziału wspólnej nieruchomości. Tak też zrobiono. Działkę przedzielił płot. Państwo Morawscy niezwłocznie przystąpili do budowy swojej połowy. Ściana ich domu została wzniesiona na granicy. Właścicielka drugiej połowy na razie nie zamierzała się budować, ale też nie zgłaszała żadnych zastrzeżeń do poczynań sąsiadów. Dom w stanie surowym stanął w 1994 roku. W tym roku skończyła się też zgoda między sąsiadami. Pani Ewa wysłała do Urzędu Miejskiego pismo, donosząc, że budowany bliźniak w części stoi na jej połowie. Na potwierdzenie przytoczyła opinię geodety, który stwierdził naruszenie granicy o 5 cm. Pokrzywdzona domagała się rozebrania ściany i wybudowania jej dokładnie na granicy.
W tym wypadku ostry konflikt wybuchł nie o granicę, lecz o ścianę. Ściana szczytowa, w przyszłości łącząca dwie połówki bliźniaka, ma 25 cm grubości. Projekt przewidywał ocieplenie jej do czasu budowy drugiej części domu. Kiedy Ewa Listecka zabroniła sąsiadom wstępu na swoją działkę, państwo Morawscy musieli rozstrzygnąć dylemat, czy można naruszyć prywatną własność, by zadość stało się normom budowlanym? Z tym pytaniem udali się do sądu.
Powołany przez sąd biegły stwierdził przekroczenie granicy o 2 cm i to na krótkim odcinku, co „mieści się w granicach tolerancji założonych przepisami. W przyszłości można bez przeszkód postawić drugą połowę bliźniaka”.  
Sąd, mając taką opinię, przychylił się do prośby państwa Morawskich. Skoro w projekcie założono, że ściana graniczna zostanie ocieplona warstwą izolacji grubości 10 cm, „wykonanie ocieplenia do czasu zrealizowania drugiej części domu w niczym nie naruszy uprawnień współwłaściciela”.
Sąd zobowiązał panią Ewę do wpuszczenia robotników. Obciążył ją też kosztami postępowania (100 zł) i kosztami biegłego (613 zł).
Pani Ewa czuje się pokrzywdzona. Wjazd na działkę, usytuowany przy ścianie bliźniaka, zmniejszył się o 10 cm, ma teraz 2,6 metra - jest za wąski. Sąd jednak pozostał niewzruszony. Podpowiada, że gdy ruszy druga budowa, będzie można zdjąć ocieplenie.
Pani Ewa nie zamierza rezygnować. Dotychczas płaciła za adwokata, 3 tys. zł kosztowały opinie biegłych. Teraz przygotowuje odwołanie.

Ocieplenie ściany wywołało ostry konflikt między sąsiadami.
Autor: Andrzej T. Papliński

Nieprzyjemnie pachnąca sprawa
Dobrzy znajomi z Gorzowa Wielkopolskiego zawarli umowę: pani Katarzyna Wilska - budowała dom; firma pana Andrzeja Bieli miała wykonać przyłącze kanalizacyjne i zamontować ogromny zbiornik na ścieki (pojemności 25 m3). Z pozoru proste zadanie wcale nie było łatwe. Dom stoi przy drodze, ze względu na przepisy zbiornik nie mógł zostać posadowiony tuż pod oknami. Podjęto jednak taką próbę, ponieważ wyjście kanalizacji znajdowało się z tej właśnie strony. Pracownicy firmy odsłonili fundament. Wtedy interweniowała pani Wilska, prace wstrzymał szef firmy. Wspólnie ustalili, że zbiornik zostanie wkopany na tyłach domu. Problem w tym, że wyjście kanalizacji z domu znajdowało się 1,7 metra poniżej poziomu otaczającego teren. By odprowadzać ścieki, należało zbiornik wkopać bardzo głęboko. Tę trudność zmniejszył trochę spadek terenu na tyłach domu.
Firma pana Bieli wywiązała się z zadania. Ułożono rurę kanalizacyjną długości 42 metry - od frontu na tyły domu. Zbudowano też 3 studzienki, w miejscach, gdzie rura zmieniała bieg. A że rurociąg musiał mieć odpowiedni spadek - zbiornik na ścieki został wkopany 6 metrów pod ziemią!
Punktem zapalnym okazała się zapłata. Pani Katarzyna przystała na kwotę 2500 zł - za zbiornik wkopany przed domem. Przeniesienie lokalizacji wiązało się z dodatkowymi kosztami. Strony umówiły się, że rozliczenie nastąpi po sporządzeniu kosztorysu powykonawczego. Kiedy pani Katarzyna otrzymała fakturę na kwotę 9 tys. zł - odmówiła. Po wielu próbach uzyskania zapłaty Andrzej Biela skierował sprawę do sądu.
Za co mam płacić? To ja jestem pokrzywdzona - broni się pani Katarzyna. Kanalizacja jest nieszczelna, po deszczu zbiornik wypełnia się wodą. Już 2 razy zalało nam piwnice w domu.
Biegły, powołany przez sąd, stwierdził, że do zbiornika przesączają się wody gruntowe. Sprawa trwa już 4 lata. Pani Katarzyna dotychczas zapłaciła adwokatowi 1000 zł, za opinię geodety - 500 zł, za opinię geologa - 1000 zł. Odkąd prawnik zrezygnował z prowadzenia sprawy, broni się sama.


Kanalizacja ma 42 metry długości. Zaczyna się od frontu domu, biegnie na tyły działki.
Autor: Andrzej T. Papliński
Zbiornik na ścieki zagłębiono aż 6 metrów pod ziemią.
Autor: Andrzej T. Papliński

Jak przyspieszyć sprawę w sądzie

Jedynym sposobem jest pisanie próśb do sądu. Pisanie skarg do wyższych instancji to jak strzelenie do siebie z pistoletu. Skarga wraca przez wszystkie szczeble (na każdym urzędnik ma miesiąc na odpowiedź) do sądu prowadzącego sprawę - w ten sposób mija minimum pół roku. Jeśli więc pisać skargę, to najwyżej do przewodniczącego wydziału!

Ile spraw w sądach, jakie rozstrzygnięcia?
W 1998 roku: Na 1232 rozpatrywanych spraw w sądach okręgowych – roszczeń z tytułu umowy o roboty budowlane i inwestycyjne - w 350 przypadkach uwzględniono (w całości lub w części) roszczenia wnoszących sprawę, 19 spraw zakończyło się ugodą, 105 pozwów oddalono, reszta spraw pozostała w toku.
W 2000 roku: Na 1735 spraw przeciw wykonawcom, w 493 wyrok był korzystny dla skarżących (powodów), zawarto 201 ugód, 113 spraw oddalono, reszta spraw pozostała w toku. 

P.S. Niektóre dane osób występujących w przykładach zostały zmienione.
Podobne posty