Jeden projekt, dwie budowy.

Te domy łączą nie tylko górale, którzy je budowali. Dwie pary wybrały ten sam projekt "Przytulny".

Motywacje, decyzje
Olga Myślińska i Piotr Dmowski chcieli kupić mieszkanie w Warszawie. Blok stawiała jedna z największych firm na rynku budowlanym. Jej przedstawiciel oświadczył: Drogo? Cóż, za wasze pieniądze musimy zbudować też mieszkanie dla prezesa. Jakość domu była w stylu agenta - arogancka - więc Olga i Piotr długo się nie zastanawiali: Budujemy sami.

Dorota i Robert Kaczorowscy, też z Warszawy, chcieli zamienić swoje mieszkanie dwupokojowe na większe. Było im ciasno - urodził się Kuba. Zorientowali się w warszawskich cenach. Jeden dodatkowy pokój to koszt 60-70 tys. zł - i już byli zdecydowani: Budujemy sami.
I jedni, i drudzy (nasi bohaterowie nie znają się) - założyli, że zbudują dom za 200-250 tys. zł.




Poddasze nieużytkowe.
Autor: Agnieszka Sternicka , Marek Sternicki


Parter.
Dom Olgi i Piotra (powierzchnia netto parteru z garażem 152,4 m2). Projekt Barbary Kierejewskiej-Zielińskiej.
Autor: Agnieszka Sternicka , Marek Sternicki

"Przytulny" po przejściach

Olga i Piotr: Prosty, parterowy z czerwonym dachem, jak domy w Skandynawii, dokąd jeździliśmy na wakacje. Ten dom miał też wnętrze, jakiego szukali: dużą przestrzeń salonu, podział na część dzienną i nocną. I dużo okien - wręcz kaskady światła.
Dorota i Robert: To prosty dom, bez udziwnień. O odpowiednim rozkładzie wnętrz: otwarta kuchnia, lecz oddzielona od salonu jadalnią; wystarczająca liczba pokoi: na sypialnię, pokój dla syna i pokój dla mam, które nam pomagają.
Obie pary zamówiły u architekt Barbary Kierejewskiej-Zielińskiej wersję z poddaszem użytkowym i otwartą przestrzenią nad salonem. Poczyniły też inne zmiany.
Olga i Piotr dodatkowo: garaż w bryle budynku. Nie wyobrażaliśmy sobie domu bez pomieszczenia, gdzie można nie tylko zaparkować samochód, ale i przechować rowery i narzędzia ogrodnicze.
Z garażu nie ma połączenia z domem. Drzwi to dodatkowy koszt - muszą być zewnętrzne (od redakcji: wymóg ubezpieczycieli) - i dodatkowy kłopot, bo spaliny przenikają do wnętrza domu. To także strata miejsca na korytarz.
Marzyli też o pokoju kąpielowym. Zrezygnowali z jednej sypialni, by takie pomieszczenie powstało. Jest teraz miejsce na dużą wannę, kabinę prysznicową, miskę ustępową i bidet oraz dwie umywalki.
Dorota i Robert dodatkowo: garderobę przy sypialni i większe pomieszczenie gospodarcze. Zrezygnowaliśmy z osobnego WC, mamy za to pomieszczenia do magazynowania ubrań i przedmiotów codziennego użytku. Takich miejsc w domu nigdy za dużo.

Poddasze.
Autor: Agnieszka Sternicka , Marek Sternicki


Parter.
Dom Doroty i Roberta (powierzchnia netto z poddaszem 182,2 m2). Projekt architekt Barbary Kierejewskiej-Zielińskiej.
Autor: Agnieszka Sternicka , Marek Sternicki

Górale się spieszyli

Olga i Piotr wykonali fundamenty jesienią 1999 r. Chcieli, by dom stanął powyżej drogi, dlatego ściany fundamentowe mają aż 1,70 m wysokości.
Dalsze prace zaczęli w kwietniu 2000 r. Polecona przez panią architekt ekipa górali pod wodzą Władysława Topora wprawiła w popłoch właścicieli hurtowni, w której Piotr kupował materiały.
Umówiliśmy się, że będziemy płacić co 2 tygodnie, tymczasem tempo, jakie narzucili górale, było takie, że w tydzień przywiozłem wszystkie materiały na stan surowy. 
Dorota i Robert. Z drugiej strony Warszawy pracowała inna ekipa górali. Zaczęli także wiosną. Górale pracowali szybko, niestety nie zawsze dokładnie. Dopiero przy układaniu dachu wyszło na jaw, że jedną parę krokwi zamontowali niżej niż pozostałe. Trzeba było nabić deski, by wyrównać poziom.
Zaniedbaniem było też włożenie do komina rury ze stali nierdzewnej w taki sposób, że ostatnie odcinki nie nachodziły na siebie. Dekarz musiał rozbić od góry komin, by poprawnie ułożyć rury.

Iskrzenie z elektrykami
Olga i Piotr: Trzeba bardzo starannie sprawdzić linie energetyczne na działce i w pobliżu - radzą. Na ich działce przez środek biegła linia napowietrzna. Okazało się, że w takim sąsiedztwie nie można budować. Na przestawienie słupa poza granicę działki potrzebna była zgoda dwóch sąsiadów. Zakład energetyczny postawił warunek: kable może przełożyć tylko uprawniony elektryk. Ten zażyczył sobie 1800 zł. Wziął zaliczkę 500 zł i przepadł. "Zapomniał" powiedzieć, że wkrótce zakład energetyczny będzie modernizował sieć w tej okolicy. Nowe słupy stanęły poza granicą naszej działki, ale elektryk zaliczki oddać nie chciał.
Olga i Piotr zawiedli się też na innym elektryku. Nie powiedział, że można od razu zamontować docelową skrzynkę w ogrodzeniu. Wykonał przyłącze budowlane. Dopiero w trakcie budowy zorientowaliśmy się, że mogło być inaczej.
Dorota i Robert też mieli problemy "natury elektrycznej". Raz o mały włos kupiliby działkę, wokół której biegło kilka linii energetycznych. Czy nie będzie kłopotu z przyłączeniem prądu? - zapytali właścicielkę działki. Usłyszeli: Skąd, patrzcie, ile tu słupów.
Robert: Coś nas tknęło. Czytaliśmy w Muratorze, że takie rzeczy trzeba sprawdzać. A w zakładzie energetycznym niespodzianka. "Tak, możecie się podłączyć, ale do transformatora, który wybudujecie" - oznajmił zatroskany pracownik. Elektryk, który wykonywał instalację wewnętrzną, też zaskoczył inwestorów. Dogadali się, że będą płacić od "punktu" - włącznika, punktu świetlnego, gniazdka. Takich miejsc było 70, tymczasem elektryk policzył także 35 bezpieczników w skrzynce bezpiecznikowej. Razem 105 x 35 zł za każdy punkt.


Olga Myślińska i Piotr Dmochowski, chcieli zbudować dom z garażem...
Autor: Grzegorz Otwinowski
...Prosty, parterowy, z czerwonym dachem.
Autor: Grzegorz Otwinowski

Osobno i razem

Olga i Piotr zamieszkali na początku listopada 2000. Budowali na kredyt. Zaciągali niewielkie pożyczki - 13-20 tys. zł i spłacali je. Od stanu zerowego mieli już duży kredyt, w markach - równowartość 200 tys. zł do spłacania w ciągu 20 lat. Miesięczna rata z odsetkami (malejąca) wynosi teraz 2400 zł.
Dorota i Robert planują zamieszkać na stałe w wakacje. Tymczasem Robert od grudnia nocuje w budowanym domu. Ma powód: raz złodzieje próbowali ukraść okna dachowe (chcieli wyciąć je z dachu), drugim razem przestępcy przez daszek dostali się do blaszanego baraku - zginęły narzędzia.
Dorota i Robert mieli 80 tys. zł oszczędności. Za 125 tys. zł sprzedali mieszkanie. Na prace wykończeniowe wzięli kredyt w PBK - 80 tys. zł we frankach szwajcarskich (ocenili, że to waluta o najbardziej stabilnym kursie).
I jedni, i drudzy budowali z Muratorem. Sprawdził się - mówią. - Relacje inwestorów dodawały nam otuchy, z części technicznej czerpaliśmy wiedzę. Nie daliśmy się zaskoczyć fachowcom.


Dorota i Robert Kaczorowscy wybrali: zamiast większego mieszkania dom...
Autor: Andrzej T. Papliński
...Prosty, bez udziwnień, o odpowiednim rozkładzie wnętrz.
Autor: Andrzej T. Papliński

Komentarz elektryka
(Janusz Strzyżewski)

1. Inwestor sprawdza, decyduje zakładSieć rozdzielcza niskiego napięcia (220/380 V), a także sieć wyższych napięć i stacje transformatorowe są w gestii lokalnego zakładu energetycznego. To zakład decyduje o warunkach podłączenia nowych odbiorców docelowo i na okres budowy. Trzeba więc wystąpić o przydział mocy i techniczne warunki przyłączenia. Należy określić swoje potrzeby na okres budowy i docelowe. Decyzję, czy można zrezygnować z przyłączenia prowizorycznego i od razu wykonać przyłącze docelowe, podejmuje również zakład.

2. Czy "punktem" jest bezpiecznik?
Nim umówimy się z elektrykiem na wykonanie wewnętrznej instalacji elektrycznej, należy precyzyjnie ustalić zakres prac, najlepiej na podstawie dokumentacji. "Punkty" to elementy instalacji odbiorczej: obwody wraz z wypustami oświetleniowymi, łącznikami i gniazdami wtyczkowymi. Czym innym jest tablica z bezpiecznikami. Można ją wykonać na różne sposoby (we wnęce, w skrzynce, na wierzchu, itp.). Precyzyjna umowa powinna obejmować nie tylko koszt punktu, ale także koszt podłączenia tablicy. W wypadku domu państwa Kaczorowskich moje wątpliwości budzi nie tyle koszt wykonania tablicy, ile liczba 35 bezpieczników. To znaczy, że prawie każde urządzenie w tym domu ma swój obwód z bezpiecznikiem. To zdecydowanie przesada.



Podobne posty