Czy potrzebny jest projektant



Nie ufaj wyłącznie własnym pomysłom. Diabeł tkwi w szczegółach, dlatego potrzebny jest projektant.
Bierzemy kartkę i rysujemy: pokoje, kuchnia, łazienka, tu drzwi, tu okna - i już mamy dom. Kto planuje budowę domu, zwykle tak postępuje – próbuje naszkicować, jak chce mieszkać. A potem szuka czegoś podobnego w katalogach albo zamawia projekt u architekta.
Czy podoba się Państwu projekt domu na rys. 1? Tak zaplanowali swój dom Anna i Paweł Zarzeccy z Wrocławia. Wzorowali się na parterowych domach fińskich, korzystali z fińskich katalogów. Chcieli w swoim domu uwzględnić zasady feng shui. Dwie najważniejsze:
- ogień ma być usytuowany centralnie, a woda na obrzeżach domu;
- energia krąży bez zakłóceń wokół ognia (kominka).
Anna i Paweł narysowali plan, a wkrótce odkryli podobny projekt w polskim katalogu. Nawiązali kontakt z jego autorem, Pawłem Dominiakiem. Chcieli, by zaprojektował ich dom.
Pierwsza wizyta w Warszawie potrwała do pierwszej w nocy. Młodzi inwestorzy spotkali człowieka, który poddawał w wątpliwość każdy element domu. Punktem wyjścia był rzut narysowany przez Annę i Pawła. Efektem: projekt, według którego zbudowano dom (rys. 2). Te dwa rysunki się różnią, pokazując, że inwestor może mieć wizję, świetne pomysły, ale... diabeł tkwi w szczegółach.





Rys. 1. Rzut domu według pomysłu inwestorów.
Autor: Agnieszka Sternicka , Marek Sternicki





Rys. 2. Dom po zmianach - projekt architekta.
Autor: Agnieszka Sternicka , Marek Sternicki

Architektowi spodobał się
plan ogólny: dom miał być parterowy, z podziałem na część dzienną i nocną. W centralnej części stał kominek.
Paweł Dominiak: To bardzo dobre rozwiązanie, bo ciepło rozchodzi się równomiernie po całym domu. Lepiej działa też wentylacja grawitacyjna (która w domu parterowym jest bardzo słaba, co wynika z niewielkiej różnicy ciśnienia). Komin (z przewodami wentylacyjnymi) w części dziennej pozwala wentylować kuchnię, pomieszczenie gospodarcze, pokój dzienny i hol. Komin w części nocnej - łazienkę, WC i sypialnie. Równie dobrym rozwiązaniem jest kuchnia gazowa stojąca przy kominie - okap nad nią działa maksymalnie wydajnie, bo odprowadza zużyte powietrze wprost do przewodu wentylacyjnego.

Największą wadą
projektu Anny i Pawła była utrudniona komunikacja. W domu powinno się chodzić bez potykania o sprzęty. Tymczasem na rysunku inwestorów widać, że kto wchodzi do kuchni - z ogrodu i z pomieszczenia gospodarczego - potyka się o stół. Zaś kto wchodzi do salonu z ogrodu, musi ominąć kanapę.
Paweł Dominiak: Byłem też przeciwny pozostawieniu ściętych narożników w pomieszczeniach przylegających do pokoju dziennego. Pokój i WC o takich kształtach stały się nieustawne.
Anna i Paweł bronili swojego pomysłu: Takie narożniki są bardzo efektowne. Powiesimy na nich obrazy oraz zdjęcia z rodzinnych podróży. Pomieszczenia ze ściętymi narożnikami byłyby nieustawne, gdybyśmy umeblowali je standardowo. Mamy pomysł, by w pokoju syna ustawić w tym miejscu trapezowy regał na zabawki. I jeszcze jeden argument: dzięki ściętym narożnikom powiększyło się centrum domu.
Dyskusyjnym elementem tego domu jest też łazienka, a dokładniej usytuowanie wanny. Została częściowo ukryta we wnęce - rozwiązanie być może oryginalne, ale i niepraktyczne. Trudno wejść do takiej wanny, a później ją umyć - nawet dorosły nie dosięga ręką do jej końca. Inwestorzy jednak tak chcieli.

Brakowało
pomieszczeń gospodarczych. Jedno pomieszczenie, przylegające do kuchni, mogło być spiżarnią, a także pralnią. Ale gdzie przechowywać brudne przedmioty: taczkę, narzędzia ogrodnicze, kosiarkę? Brakowało też miejsca na odkurzacz, szczotki, środki czyszczące.
Ania i Paweł zamierzali w przyszłości budować garaż wolno stojący - to była odpowiedź na brak pomieszczeń gospodarczych. Projektant namawiał, by garaż znalazł się w bryle budynku. Inwestorzy przystali na jedną bryłę, ale do budynku oprócz tarasu miała być dostawiona... wiata.
Brakowało też tarasu. Zadaszony taras powinien przylegać do pokoju dziennego. To podstawa -przekonywał Paweł Dominiak.
W swoim projekcie Anna i Paweł pominęli też wiatrołap. Argument projektanta "za" był bardzo prosty: Bez wiatrołapu w domu będą hulać przeciągi, wystarczy, że ktoś otworzy drzwi na taras. Zimą do wnętrza domu przy otwartych drzwiach będzie wnikać zimno. Jest i powód formalny: przepisy budowlane zlecają, by dom miał wiatrołap.

Co zmieniono?

Przede wszystkim projektant uprościł komunikację. Wchodząc do kuchni ze spiżarni, możemy przejść teraz dalej po linii prostej, bez konieczności omijania stołu. W salonie, choć droga na taras jest dłuższa, drzwi balkonowe dzielą pokój na dwie ustawne części.
Garderoba została poszerzona do 180 cm. Także kosztem pokoju dla gości wydzielono schowek na wszystko, co jest związane z utrzymaniem czystości w domu.
Drzwi do sypialni zostały odsunięte 60 cm od ściany, na którą otwiera się skrzydło drzwiowe.
W kuchni zamiast drzwi w wykuszu jest efektowna witryna.

Architekt dodał
zadaszony taras od strony ogrodu. Jest duży - kosztem pokoju dziennego, dochodzi do końca wiaty. Bez problemu można ustawić pod zadaszeniem stół i krzesła. Wbrew radom projektanta inwestorzy zdecydowali się nie na garaż, lecz na wiatę garażową z magazynkiem na brudne przedmioty.
Anna i Paweł: Dlaczego nie garaż? Wiata broni się swoją uniwersalnością. Może pomieścić nie jedno, ale dwa auta (małe i rodzinne). Gdy pada deszcz i wieje wiatr, taras jest zalewany wodą. Wtedy wiata może być placem zabaw dla naszego syna.
Paweł Dominiak pozostał przy swoim zdaniu: Garaż kosztowałby o 5-6 tys. zł więcej, a zysk to duże pomieszczenie, ściany, na których można zrobić półki, i większa wygoda.
Przybył też wiatrołap, wywołując mały konflikt w rozplanowaniu domu - by drzwi wiatrołapu i WC się nie zderzały, drzwi do wiatrołapu zaprojektowano jako składane.

Jesteśmy bardzo zadowoleni - mówią Anna i Paweł, którzy zbudowali dom dokładnie według ulepszonego projektu. Przekonujemy każdego: nie ufaj wyłącznie własnym pomysłom. Potrzebny jest "fachowiec od szczegółów". To szczegóły decydują, czy dom będzie wygodny, czy uciążliwy.

Budowa - prosto i oszczędnie





Dom Anny i Pawła Zarzeckich o powierzchni użytkowej 117,1 m2 (bez tarasu, magazynu i wiaty) kosztował 205 tys. zł. Zbudowały go pod Wrocławiem ekipy najmowane przez inwestorów. Budowa trwała od kwietnia do grudnia 2000 roku. Ideą tej budowy była prostota zastosowanych rozwiązań: Ściany zewnętrzne: pustak ceramiczny (24 cm) + 12 cm wełny mineralnej + pustka powietrzna (2 cm) + elewacja z łupanej cegły wapienno-piaskowej (11 cm). Dach: kratownice i blacha dachówkowa w kolorze zielonym (ulubiony kolor pani Anny).
Autor: Andrzej T. Papliński
Po ociepleniu ścian wełną mineralną wykonano elewację z cegły wapienno-piaskowej. Anna i Paweł policzyli, że taka elewacja jest cztery razy tańsza od elewacji z cegły klinkierowej.
Autor: Andrzej T. Papliński






Nie udało się uniknąć błędu przy montażu okien. Zamocowano je tak, jak to się robi w ścianach dwuwarstwowych – w ścianie nośnej. Tymczasem w ścianach trójwarstwowych okna (mocowane za pomocą standardowych wsporników) powinny być usytuowane w warstwie izolacji termicznej. Teraz trudno będzie w estetyczny sposób zamaskować widoczny materiał. Inwestorzy zamierzają zabudować wnęki drewnem i zamontować okiennice.
Autor: Andrzej T. Papliński
Z jednej strony kominek, z drugiej kuchnia – tak chcieli Anna i Paweł. Wokół komina energia może krążyć bez zakłóceń – zgodnie z zasadami feng shui, ale i zasadami fizyki: dom z centralnie usytuowanym źródłem ciepła łatwiej i szybciej ogrzać.
Autor: Andrzej T. Papliński







Ściana z luksferów między jadalnią a wiatrołapem – pomysł Anny i Pawła – to świetny sposób na oświetlenie wiatrołapu. Taka ściana w ukochanym kolorze Anny – zielonym – jest niezwykle nastrojowa.
Autor: Andrzej T. Papliński
Anna i Paweł Zarzeccy to wzorowi inwestorzy. Mieli własne pomysły, ale i wystarczająco rozsądku, by słuchać rad fachowca.
Autor: Andrzej T. Papliński
Widok od strony ogrodu – jak widać, pomysł na dom młodych inwestorów został rozwinięty o wiatę, magazyn i taras. Zadaszony taras nie zaburza prostoty dachu.
Autor: Andrzej T. Papliński
Podobne posty